(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na
"Menu 2".)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na
"Menu 4".)
Istnieje jedno miejsce na świecie, w którym
marzenia się wypełniają. Miejscem tym jest
niezwykła wieś
Wszewilki (opisana dokładniej na odrębnej stronie).
Ja osobiście wierzę, że powodem dla którego
marzenia się tam wypełniają, jest że podczas
pobytu we Wszewilkach doświadcza się tam
"dotyku nadprzyrodzonego". Oczywiście, sceptycy
powód ten zapewne wytłumaczyliby odmiennie.
Przykładowo, że z powodu twardej rzeczywistości
życia, a taże z uwagi na bliskość do natury,
we Wszewilkach marzenia zawsze są realistyczne
i zawsze twardo stoją one na ziemi. Z kolei
ludzie wyrośli w ciężkich realiach owej wioski
wbudowali w swój charakter umiejętność urzeczywistniania
własnych marzeń. Jak by się powodu owego
nie tłumaczyło, faktem jest że najważniejsze
marzenia z Wszewilek zawsze się wypełniają.
Dlatego za pośrednictwem tej strony chciałbym
ujawnić co mi osobiście się marzy dla samych
Wszewilek. Znaczy, jak w moich marzeniach
wygląda przyszłość owej wioski. Przyszłość ta
wysyntezowała się bowiem wyraźnie w moim
umyśle z owych licznych podróży po świecie
jakie bez przerwy odbywam, oraz jakie
pozwoliły mi odnotować to co w życiu jest
najważniejsze. Pisząc tą stronę wierzę również,
że poprzez ujawnienie tych swoich marzeń
spowoduję iż w przyszłości przynajmniej ich
część zdoła także kiedyś się wypełnić. Ponadto
wierzę, że poprzez wyjaśnienie tutaj jak mogłaby
wyglądać przyszłość Wszewilek, stworzę mieszkańcom
tej wioski jakiś dalekosiężny cel, ku osiągnięciu
którego mogą teraz zacząć systematycznie
zdążać i pracować.
Część #A:
Informacje wprowadzające tej strony:
#A1.
Dlaczego warto pomarzyć o lepszym jutrze dla
Wszewilek:
Niektórzy mawiają, że kiedy ktoś osiąga
sukces życiowy, inspiracją i siłą motoryczną
dla działania zawsze najpierw były jego
marzenia. Wszakże zanim zaczniemy do
czegoś zdążać, najpierw musimy stworzyć
sobie w umyśle obraz tego co zamierzamy.
Na dodatek, we Wszewilkach marzenia
zawsze się wypełniają. Warto więc abyśmy
wspólnie pomarzyli teraz o szczęśliwszym jutrze
dla tej wioski. W ten sposób z jednej strony
wyzwolimy nadprzyrodzone moce które
urzeczywistniają marzenia podjęte we
Wszewilkach. Z drugiej zaś strony, poprzez
ustanowienie sobie wyraźnego celu w jakim
warto zdążać oraz obrazu tego co chcemy
osiągnąć, wszyscy zaczniemy teraz podświadomie
zmierzać do ich urzeczywistnienia.
#A2.
Aby się rozwijać trzeba mieć wizję na przyszłość (czyli marzenie) -
ta strona jest właśnie taką wizją dla
Wszewilek,
Milicza, Sławoszewic, oraz innych okolicznych
miejscowości:
Ludzie którzy nie mają wizji na swoją przyszłość,
a także instytucje bez wizji, po prostu żyją
z dnia na dzień. Jako więc tacy, po prostu
się kurczą. Aby móc się rozwijać, trzeba
mieć wizję. Ta strona jest więc rodzajem
wizji dla Wszewilek oraz dla innych
miejscowości z okolic
Milicza.
#A3.
Symbolika tej strony - jej opublikowanie
z okazji spełnienia się kolejnego mojego
dziecięcego marzenia z Wszewilek - tj.
zasłużenia na uzyskanie pełnej
profesury uniwersyteckiej:
Motto:
"Raz profesor, zawsze profesor."
Niniejszą stronę opublikowałem w marcu 2007 roku
z bardzo dla mnie ważniej okazji. Mianowicie,
w owym roku wypełniło się kolejne z moich
dziecięcych marzeń zaistniałych we
Wszewilkach
jeszcze w czasach swego dzieciństwa. Po
raz pierwszy w życiu zostałem wówczas pełnym
profesorem na renomowanym uniwersytecie.
Po więcej informacji na temat owej mojej profesury -
patrz punkt #K3 przy końcu niniejszej strony.
#A4.
Wypełnienie się każdego marzenia wymaga spełnienia wielu
warunków - między innymi obejmujących pokonanie całego szeregu przeszkód:
Żadne marzenia NIE wypełniają się same.
To my ludzie je wypełniamy. Abyśmy jednak
mogli je wypełnić, typowo musimy pokonać
wiele przeszkód stających na swej drodze.
Przeszkody te są zaś nam stwarzane dla
istotnych powodów.
Po więcej informacji na temat powodów zaistnienia
przeszkód i naszego ich pokonywania zawiera
punkt #K4 przy końcu niniejszej strony.
#A5.
Jaki jest cel tej strony o marzeniach
na temat przyszłości
Wszewilek
oraz przyszłości pobliskich Sławoszewic i Milicza:
Cel tej strony jest bardzo prosty. Mianowicie
za jej pośrednictwem chciałbym ujawnić
czytelnikowi (1) o czym warto marzyć dla
Wszewilek - czyli co we Wszewilkach oraz
okolicznych miejscowościach jest warte
osiągania, (2) co by się stało gdyby
mieszkańcy Wszewilek oraz okolicznych
miejscowości wspólnym wysiłkiem zdołali
zrealizować te marzenia, oraz (3) jak
z grubsza należałoby się zabrać za
realizowanie tych marzeń. W ten
sposób niniejsza strona wskazuje cele
działań, jakich osiągnięcie jest możliwe -
jeśli tylko mieszkańcy Wszewilek i okolicznych
miejscowości włożą w nie odrobinę serca
i determinacji. Oczywiście, poza nimi
samymi nikt inny dla nich owych celów
nie zrealizuje. Z kolei jeśli faktycznie
zdołają się zmobilizować do osiągnięcia
tychże celów, wówczas czekają ich określone
nagrody moralne, w rodzaju zamożnego i
szczęśliwego życia, uznania i poważania
innych, sławy, autorytetu, itp.
Wszystko w sprawie Wszewilek rozwija
się obecnie w sposób publiczny. Wioska
ta jest obecnie wszakże dyskretnie obserwowana
i analizowana praktycznie przez cały świat.
Przykładowo, kiedy w 2006 roku w wyborach
samorządowych Gminy w Miliczu jacyś
UFOnauci-podmieńcy
"podłożyli świnię" kandydatowi reprezentującemu
interesy Wszewilek, wówczas sprawa owej
machlojki wyborczej dyskutowana była po
cichu nie tylko w całej Polsce, ale praktycznie
i na całym świecie. Czytelnik ma więc szansę
osobistego sprawdzania co jakiś czas jak
sprawy owej wsi tam postępują do przodu.
Wszewilki zaczynają też gromadzić, a nawet
już posiadają, dobrą dokumentację fotograficzną
dostępną za pośrednictwem internetu. Jeśli więc
mieszkańcy Wszewilek i okolicznych
miejscowości zdecydują się podjąć realizację
wskazywanych tutaj celów, wówczas będzie
istniała wizualna kronika stopniowych transformacji
jakim poddawane są owe miejscowości.
Aczkolwiek z przyczyn sentymentalnych wieś
Wszewilki
jest centralną miejscowością której dedykuję
opis zaprezentowanych tutaj marzeń o przyszłości,
faktycznie wszystko co tutaj opisuję bezpośrednio
dotyczy aż kilku miejscowości. Wszakże w przypadku
osiągnięcia celów jakie tu wyjaśniam, korzyści odniosą
zarówno miasto
Milicz,
jak wsi Sławoszewice i Wszewilki, a także cały szereg
miejscowości je otaczających, takich jak Stawiec,
Pomorsko, Godnowo, Duchowo, Karłowo, itp. Stąd
chociaż to co tutaj opisuję z przyczyn sentymentalnych
nazywam marzeniami dla wsi Wszewilki, faktycznie są
to marzenia dla całego tamtego regionu i dla wszystkich
zamieszkujących ów region ludzi.
Część #B:
Dostęp i obieg są kluczami do zasobności i szczęścia - wepnijmy więc
Wszewilki i
Milicz
w drogowy obwód zamknięty oraz połączmy je
razem okrężnym autobusem miejskim "ósemka":
Tak!
Chodzi tutaj o odbudowanie owego brakującego
odcinka dawnego "Bursztynowego Szlaku"
który aż do czasu budowy kolei żelaznej istniał
pomiędzy Wszewilkami i Sławoszewicami.
Z chwilą zaś kiedy ów odcinek drogi domykający
obieg energii "chi" będzie gotowy - przyjdzie czas
na puszczenie milickiego autobusu miejskiego
po owym odbudowanym odcinku historycznej
drogi. Autobus ten bez przerwy podążałby po
trasie okrężnej, podobnej do trasy tramwaju
"zerówka" z miasta
Wrocławia.
W ten sposób uformowałby on obieg energii
"chi" po obwodzie zamkniętym. To zaś, zgodnie
z regułami "Feng Shui" spowodowałoby wyłapanie
i zatrzymanie przy Miliczu, Wszewilkach, oraz
Sławoszewicach, zamożności i szczęścia które
dotychczas ulatniały się z owych miejscowości.
#B1.
Dlaczego zgodnie z chińskim "Feng Shui", dla zaktywizowania
Wszewilek i
Milicza
konieczna jest obwodnica powielająca
historyczny "Bursztynowy Szlak", oraz
okrężny autobus miejski "ósemka"
podążający po owej obwodnicy:
Motto:
"Wszelkie moce natury służą ludziom tylko jeśli ci zdołają jakoś je przechwycić i skierować na cyrkulowanie
po obwodzie zamkniętym. Na tej zasadzie działa elektryczność, radio, telewizja, silnik spalinowy,
ogniwo telekinetyczne,
lokomotywa,
magnokraft,
a nawet amerykański prom kosmiczny. Zgodnie ze starożytnym chińskim Feng
Shui na tej zasadzie działa również zamożność, wzrost, szczęście osobiste, itp."
Ciekawe czy czytelnik słyszał kiedyś o chińskim
"Feng Shui".
Nazwą ową opatrzona jest bowiem sekretna
wiedza Chińczyków mająca swe korzenie w
starożytności.
Feng Shui wyjaśnia jakie fizykalne warunki
muszą zostać spełnione, aby dane przedsięwzięcie
ludzkie odniosło sukces. Na przekór więc, że wiedzy
tej wcale NIE nauczają na jakimkolwiek oficjalnym
uniwersytecie, w dzisiejszych czasach Chińczycy
praktycznie nie podejmują żadnego działania
bez uprzedniego skonsultowania swoich
zamierzeń z kanonami owej wiedzy. Począwszy
więc od umeblowania i konfiguracji swego
mieszkania, poprzez zlokalizowanie domu,
a kończąc na ustawieniu biurka w miejscu pracy oraz
na zlokalizowaniu i konfiguracji samego przedsiębiorstwa,
wszystko to w przypadku niewielkiej istotności realizowane
jest przez Chińczyków w zgodzie z czyjąś osobistą
znajomością kanonów "Feng Shui", zaś dla co
bardziej istotnych przedsięwzięć wręcz odbywa się
dopiero po uprzednim skonsultowaniu jakiegoś
znanego "mistrza Feng Shui". Ja przez długi
czas mieszkałem wśród Chińczyków. Wśród
grona moich bliskich przyjaciół znajduje się
także kilku mistrzów Feng Shui. Miałem więc
sporo okazji aby poznać podstawowe kanony
owej tajemniczej wiedzy. Po bliższym poznaniu
okazuje się że dawna wiedza o Feng Shui jest
dosyć klarowna i logiczna. Bazuje ona bowiem
na obiegach nieznanych oficjalnej nauce ludzkiej
rodzajów energii, które Chińczycy nazywają ogólną
nazwą "chi". Owe energie "chi" zachowują się
przy tym jak wszystkie inne rodzaje energii. Tyle
tylko że są one inteligentne, oraz że przenoszą
sobą najróżniejsze pozamaterialne wartości,
takie jak powodzenie, szczęście, sukces, moc,
wytrwałość, zdrowie, itp. Jedyny problem z
ową energią "chi", że faktycznie wcale nie
jest to jednorodny rodzaj energii, takiej jak
np. znana nauce energia elektryczna czy
energia fal głosowych. Faktycznie bowiem
"chi" jest mieszaniną całego szeregu energii,
część z których ma korzystny wpływ, część zaś
niekorzystny. Każda też konfiguracja powoduje
nieco różniące się zachowania każdej z
owych odmiennych składowych energii "chi".
Domyślam się że w Polsce niewielu ludzi wierzy
owej starożytnej wiedzy Chińczyków zwanej
"Feng Shui".
Tym jednak czytelnikom którzy nie wierzą w
owe "Feng Shui" chciałbym tutaj uświadomić,
że przykładowo dwa stare polskie miasta i jedna
prastara wieś, których konfigurację osobiście
badałem i o których wiadomo że w przeszłości
osiągnęły one znaczny sukces i zamożność,
faktycznie budowane były zgodnie z zasadami
Feng Shui. Miastami tymi był dawny
Malbork
oraz dawny
Milicz,
zaś wsią tą były dawne
Wszewilki.
Co jeszcze ciekawsze, znaczenie i zamożność
owych miast i wsi upadły z chwilą kiedy przez jakieś
historyczne zdarzenia zburzona w nich została
owa gwarantująca sukces konfiguracja zgodna
ze wskazaniami Feng Shui. Przykładowo, w
odniesieniu do miasta Milicza i wsi Wszewilki
początkiem upadku ich roli i zamożności było
zbudowanie linii kolejowej w 1875 roku. Linia
ta bowiem jak ostrze stalowego noża przecięła
i wykrwawiła poprzednie przebiegi arterii które
zabezpieczały korzystne obiegi energii "chi".
Wracając jednak do obiegów energii "chi" oraz
do ich zgodnymi z zasadami Feng Shui, to w chwili
obecnej zarówno wieś Wszewilki i wieś Sławoszewice,
jak i pobliskie miasto Milicz, wszystkie one leżą
"przy przelotowych drogach". Znaczy, są one
tak zlokalizowane, że jeśli ktoś do nich zagląda,
czyni to tylko jakby "po drodze" - kiedy faktycznie
zdąża zupełnie gdzie indziej. Faktycznie więc,
zgodnie ze stwierdzeniami starożytnej
chińskiej wiedzy "Feng Shui",
szczęście i zasobność przepływają
przez Wszewilki, Sławoszewice i Milicz,
jednak nigdy nie zatrzymują się tam
na stałe. Sytuację tą trzeba więc
zmienić. Aby zaś ją zmienić trzeba
jakoś uformować zamkniętą cyrkulację
energii "chi". Ani wieś Wszewilki czy
Sławoszewice, ani też miasto Milicz,
same takie zamkniętej cyrkulacji energii
"chi" nie są w stanie osiągnąć. Jednak
jeśli te miejscowości połączą swoje wysiłki,
wówczas razem stworzą taką zamkniętą
cyrkulację dla energii "chi". Wystarczy
bowiem, aby w tym celu miejscowości te
zbudowały razem krótki odcinek drogi bitej
pomiędzy Wszewilkami i Sławoszewicami.
Droga ta odtwarzałaby przebiegający kiedyś
pomiędzy owymi miejscowościami odcinek
tzw. "Bursztynowego Szlaku". Z kolei
ukończenie owej drogi, w połączeniu
z drogami które już obecnie tam istnieją,
stworzyłoby rodzaj zamkniętej obwodnicy.
Obwodnica ta wiodłaby z Milicza do
Wszewilek, potem z Wszewilek do Sławoszewic -
wzdłuż owego nowo odbudowanego odcinka
starego "Bursztynowego Szlaku", w końcu ze
Sławoszewic ponownie do Milicza. Kiedy
zaś po obwodnicy tej puściłoby się okrężny
autobus miejski "ósemka", ludzie którzy
zaczęliby używać owego autobusu wymusiliby
okrężne cyrkulowanie energii "chi" po
tymże obwodzie zamkniętym. Z kolei owo
zamkniete cyrkulowanie energii "chi"
zaczęłoby przechwytywać szczęście i
zasobność które dotychczas jedynie przepływały
przez owe miejscowości, oraz spowodowałoby
że te poszukiwane jakości życiowe ponownie
zadomowiłyby się na stałe we Wszewilkach,
Sławoszewicach i Miliczu.
Odnotuj że ów autobus "ósemka" byłby milickim
odpowiednikiem dla wrocławskiego tramwaju
"zerówka". Jego numer, podobnie jak numer
"zerówki", też implikowałby krążenie po obwodzie
zamkniętym. W przeciwieństwie jednak do
cyfry 0 , numerologicznie cyfra 8 posiada
znacznie korzystniejszą symbolikę. Osiem
oznacza bowiem m.in. "zasobność", "sławę",
"ruch napędowy" i "nieskończoność".
Dlatego z powodów symbolicznych autobus
ten należałoby nazwać właśnie "ósemką" -
nawet jeśli Milicz będzie miał tylko tą jedną
linię autobusów miejskich.
W tym miejscu warto sobie przypomnieć,
że opisywana tutaj droga okrężna historycznie
już istniała. Została ona zniszczona dopiero
w czasie budowy psującej wszystko kolei
żelaznej przez Milicz. Jej fragmenty opisane
są na stronach o
Wszewilkach
oraz o zwiedzaniu
Wszewilek i Milicza.
Co jednak jest tu najbardziej intrygujące, to
że aż do chwili zniszczenia opisywanej tutaj
historycznej drogi okrężnej wokół Milicza,
Wszewilek i Sławoszewic, wszystkie te
miejscowości cieszyły się znaczeniem,
autorytetem, zamożnością, oraz szczęściem
ich mieszkańców. Z kolei po zniszczeniu
owej drogi okrężnej, oraz po upadku mostu
na Baryczy (tego przy starym młynie wodnym
w pobliżu dzisiejszej tamy), zamożność,
stabilność i szczęście nagle opuściły te
miejscowości. Czas więc aby przywrócić
ową drogę, przywrócić jej częste użytkowanie
przez ludzi, a tym samym przywrócić zamożność,
stabilność i szczęście do Milicza, Wszewilek i Sławoszewic.
Powyższa rekomendacja budowy drogi okrężnej
zainspirowana została moją znajomością Feng
Shui, nabytą w licznych podróżach po świecie.
To właśnie Feng Shui stwierdza bowiem, że
Milicz, Wszewilki i Sławoszewice powinny
stworzyć razem okrężną drogę bitą, oraz
uruchomić po tej drodze okrężną linię
autobusów miejskich "ósemka" - typu wrocławska "zerówka".
Jednak po tym jak owo inspirujące działanie
Feng Shui wskazało już co należy uczynić aby
przywrócić zamożność do owych miejscowości,
można teraz zapytać naszą logikę oraz znajomość
ekonomii, aby wybadać czy wskazania te są
poprawne. Jak też się okazuje, logika i zwykła
ekonomia potwierdzają, że to co Feng Shui
zaleciło, faktycznie wniesie wymagane ożywienie i sukces.
Owe analizy logiczne tego samego przedsięwzięcia
(tj. budowy drogi i powołania autobusu miejskiego)
przytoczę w dalszych punktach tej strony. Tak
nawiasem mówiąc, nawet jeśli się zapomni, że
to właśnie z owej wiedzy Feng Shui wywodzi się
zamożność i powodzenie Chińczyków trwające
już tysiące lat, ciągle zwykła analiza logiczna
omawianej tu drogi okrężnej i linii autobusowej
potwierdza, że bezsprzecznie wniosą one
poważne ożywienie gospodarcze oraz zamożność
do przylegających do nich miejscowości.
#B2.
Jak i dlaczego
Wszewilki i
Milicz
skorzystają z okrężnego autobusu miejskiego "ósemka":
Oczywiście, nawet jesli pominie się
nadprzyrodzone i tajemnicze działanie
chińskiego "Feng Shui", ciągle zapięcie
brakującego odcinka okrężnej drogi wokół
Milicza, oraz puszczenie autobusu miejskiego
przez tą drogę, musi spowodować raptowne
ożywienie gospodarcze wszystkich miejscowości
przez które owa obwodnica i miejska linia
autobusowa będą wiodły.
Wszakże zgodnie z dzisiejszą znajmością
ekonomii, takie otworzenie okrężnej trasy
komunikacji miejskiej otworzy opłacalność
dla wymiany dóbr i robocizny pomiędzy
wszystkimi tymi miejscowościami. Po trasie
tej do Milicza zaczną napływać produkty
rolne z Wszewilek i Sławoszewic. Z kolei
robocizna i ekspertyza zaczną napływać
do Wszewilek i Sławoszewic z owego Milicza.
W rezultacie nagle zacznie się dziać coś
czego te miejscowości nie przeżywały już
od czasów zamknięcia "Bursztynowego
Szlaku". Na dodatek, z ożywienia będą
korzystały wszystkie miejscowości pobliskie
do tychże trzech, a więc Stawiec, Pomorsko,
Godnowo, Duchowo, Karłowo, itp.
#B3.
Jaka byłaby przyszła trasa okrężnego autobusu "ósemka":
Milicki autobus miejski okrężnej linii "ósemka"
powinien posiadać przystanki przy każdym
miejscu w jakim istnieje najwyższe prawdopodobieństwo
gromadzenia się potencjalnych pasażerów.
Przykładowo w samych Wszewilkach powinien
on mieć przystanki zaraz na wlocie do Wszewilek
(czyli przy skrzyżowaniu z ul. Krotoszyńską),
w okolicach "ogrodu krasnoludków" - tak aby
mogli z niego korzystać również mieszkańcy
przyszosowej części Stawca, koło wszewilkowskiej
(dawnej) szkoły, przy młynie elektrycznym,
przy boisku sportowym, oraz przy tamie na
Baryczy. Z kolei w Sławoszewicach powinien
on zatrzymywać się przy skrzyżowaniu
historycznej drogi z Wszewilek do Duchowa z głowną
ulicą Sławoszewic, oraz przy dworcu kolejowym.
W końcu w Miliczu powienien mieć cały szereg
przystanków, włączając w to obecne targowisko
warzywne (dawne Łazienki), Szkoła Nr 1,
Liceum Ogólnokształcące, dworzec autobusowy,
rynek, a także początek ul. Krotoszyńskiej.
Takie rozłożenie przystanków, w połączeniu
z możliwie najniższą ceną biletów, gwarantowałoby
popularność i powodzenie tego autobusu oraz
usług jakie by on dostarczał ludności.
#B4.
Budowa prostej drogi bitej z Wszewilek do Sławoszewic
oraz mostu wysokowodnego przez Barycz -
czyli roboty publiczne które muszą zostać wykonane
aby urzeczywistnić ideę okrężnego autobusu
"ósemka" i ekonomicznie zaktywizować przy pomocy
tego autobusu obszar Milicza, Wszewilek i Sławoszewic:
Motto:
"Niewiele dróg w Polsce odtwarza dawny przebieg tzw. 'Bursztynowego Szlaku'.
Jeszcze mniej dróg zaprojektował profesor znanego Uniwersytetu z odwrotnej
półkuli świata. Tymczasem proponowana tu droga z Wszewilek do Sławoszewic
spełnia oba te warunki. Już choćby tylko dlatego jest ona warta aby ją zbudowano!"
TotalizMInternet
Aby jednak urzeczywistnić taki autobus miejski
"ósemka", konieczne jest wybudowanie odcinka
zupełnie nowej drogi która zastępowałaby sobą
obecnie już całkowicie zniszczony odcinek starego
"Bursztynowego Szlaku" jaki kiedyś istniał pomiędzy
obecnymi Wszewilkami-Stawczykiem, a obecnymi
Sławoszewicami. Oczywiście, ów oryginalny historyczny
odcinek "Bursztynowego Szlaku" wił się zygzakami
przez obszary które obecnie stały się już bezdrożami.
Przykładowo, przebiegał on przez obszar przy tamie
na Baryczy który obecnie zalany jest już stawem.
Poza Baryczą wił się też pomiędzy stojącymi tam
kiedyś śpichlerzami oraz okrągłymi stawkami do
parkowania barek kursujących po milickiej Młynówce.
Dlatego moim zdaniem, w chwili podjęcia budowy
owego brakującego odcinka drogi, trzeba drogę
tą wytyczyć od nowa. Ja proponowałbym aby
przeprowadzić ją prosto jak strzała, znaczy zupełnie
bez zygzaków. To nadałoby jej również symboliczną
wymowę jako metamorfozy dla rodzących się nowych Wszewilek.
Jej odgałezianie się od obecnej drogi przez Wszewilki
do Godnowa powinno się zacząć od miejsca we
Wszewilkach które leży niedaleko obecnego basenu
przeciw-pożarowego (znaczy tuż przy byłej lokacji
wszewilkowskiej karczmy). Potem tą nową drogę
należałoby poprowadzić poprzez istniejące szlabany
na torach, dalej przez obecne boisko sportowe
(które może wówczas zostać nieco przesunięte ku
południowemu wschodowi), oraz dalej prosto jak
strzała przez Barycz i do historycznej drogi przez
Sławoszewice. Oczywiście w miejscu gdzie ta
nowo-budowana droga przecinałaby Barycz,
konieczne byłoby zbudowanie nowego mostu
wysokowodnego, a także dwóch dróg odgałęźnych
wiodących po wale aż do tamy na Baryczy.
#B5.
Jak praktycznie zrealizować budowę prostej drogi
bitej z Wszewilek do Sławoszewic, oraz budowę mostu
wysokowodnego na Baryczy, przy chronicznym braku
funduszy oraz przy niechętnej postawie władz:
Motto:
"Bóg pomaga tym co pomagają sobie sami."
Osobiście bez przerwy w życiu się przekonuję,
że każda korzystna dla ludzi idea zawsze
napotyka zaciekły opór reprezentantów tzw.
mrocznych mocy.
Dlatego kiedy racjonalnie myślący mieszkańcy
Milicza, Wszewilek i Sławoszewic, dostrzegą
korzyści z proponowanej tu budowy drogi i
postanowią drogę tą urzeczywistnić, wówczas
otworzy się prawdziwe piekło. Dla znanych
powodów natychmiast wtedy się zapewne
okaże, że nie ma pieniędzy na taką budowę,
a także że sporo wysoko postawionych
dygnitarzy będzie przeciwnym jej zrealizowaniu.
Na szczęście życie nas naucza że przeciwnościami
wcale nie trzeba się zrażać. Wszakże zawsze
się one pojawią, bez względu na to co nowego
chciałoby się uczynić. Aby więc jakoś obejść
naokoło problem z funduszami,
proponuję aby drogę wstępnie zbudować w tzw.
"czynie społecznym". W takim bowiem
przypadku przestanie przeszkadzać największa
"kłoda" jaką owe
mroczne moce
rzucą zapewne pod nogi temu projektowi, znaczy
wymówka władz że "brak jest funduszy".
Aby zbudować omawianą drogę w tzw. "czynie
społecznym" istnieją aż dwie możliwości. Mianowicie
najkorzystniej byłoby zaprosić oddział saperów
z najbliższej do Wszewilek jednostki wojsk inżynieryjnych,
oraz podjąć z nimi umowę że ową drogę, a także most
wysokowodny przez Barycz, zbudują oni w ramach
swoich ćwiczeń i treningu. Wszakże saperzy mają
zarówno wymagany sprzęt, jak i potrzebną ekspertyzę.
Na dodatek, z czasów kiedy ja sam byłem saperem,
doskonale do dzisiaj pamiętam, że najbardziej
wnerwiało nas wówczas kiedy trenowaliśmy budowanie
mostów i dróg, iż natychmiast po ich zbudowaniu
musieliśmy je z powrotem rozbierać. Głośno
marzyliśmy wówczas, oraz dawaliśmy to znać
naszym dowódcom, że preferowalibyśmy budowanie
które będzie służyło dobru jakichś ludzi. Apelowaliśmy
nawet do nich, aby dla następnej treningowej budowy
znaleźli jakąś wioskę która faktycznie potrzebuje
mostu i drogi, oraz abyśmy swój trening realizowali
właśnie dla dobra takiej wioski. Oto więc jest okazja,
aby dopomóc młodym saperom urzeczywistnienia
takich właśnie życzeń, oraz pozwolić im praktykować
budowanie mostu i drogi na przykładzie opisywanej
tutaj obwodnicy.
Zaangażowanie saperów (w czynie społecznym)
do budowy omawianej drogi i mostu zainicjowałoby
dodatkowo jeszcze jedną istotną formę walki, o jakiej warto
tutaj wspomnieć. Mianowicie reprezentowałoby
ono także niewinną i niewymagającą politycznych
wytłumaczeń formę włączenie się Wojska Polskiego
do niemal otwartej walki ze skrytym najeźdźcą
naszej planety. Wszakże na przekór że najeźdżca
ten doskonale się przed ludźmi ukrywa, to właśnie
on odpowiedzialny jest za masakry opisane na
stronach internetowych o
zniszczeniowych możliwościach wehikułów UFO,
bandytach w naszym gronie,
WTC,
tornadach, czy
Katowicach.
Wojsko Polskie ma obowiązek bronienia ludzi
przed skrytymi atakami tego wroga. Z uwagi
jednak na sekretną działalność
UFOnautów-podmieńców
którzy z całą pewnością ukrywają się również i wśród
przywódców wojskowych, walka z owym wrogiem
nie może się dokonywać w sposób otwarty - co
dokładniej wyjaśniłem we wstępie do części I
strony internetowej o
bandytach w naszym gronie.
Niemniej pomoc fachowa wojska dla wsi Wszewilki
byłaby niewinnie zakamuflowanym wkładem
wojska do owych niejawnych zmagań o przyszłość
i o wolność całej naszej planety. Wszakże wieś Wszewilki
jest jednym z bardziej oczywistych ofiar owego skrytego
wroga którego niszczycielskie działania można
w niej odnotować niemal na każdym kroku - po
szczegóły patrz opisy wsi
Wszewilki,
oraz opisy nieoficjalnych szlaków wędrownych wokół
Wszewilek i Milicza.
Ponadto owa wieś pomału staje się też symbolem
narastającej walki z owym szatańskim najeźdźcą
i okupantem Ziemi.
Oczywiście, jest też możliwe że owe
mroczne moce
jakie skrycie okupują naszą planetę, jeszcze
raz otwarcie pokażą wszystkim swoje istnienie
i zdolność do zaszkodzenia w sprawach
Wszewilek i
Milicza.
Wszakże nie miały one żadnych oporów przed
jawnym pokazaniem co potrafią wywinąć w Miliczu
podczas wyborów samorządowych z 2006 roku.
Dlatego może się zdarzyć że aby jawnie udowodnić
ludziom swoją moc, za pośrednictwem któregoś
ze swoich
agentów
zakażą one saperom włączenia się do pomocy
Wszewilkom w budowie tej drogi i mostu.
W takim przypadku omawianą tu drogę i most
powinni być w stanie zbudować również w czynie
społecznym sami mieszkańcy Milicza, Wszewilek,
oraz Sławoszewic. Wszakże wszyscy owi mieszkańcy
będą na drodze tej potem korzystali. Wcześniej
mogą więc zakasać rękawy i ją sobie zbudować.
Prawdopodobnie dla zainspirowania współzawodnictwa
dobrze byłoby podzielić zadania podczas owej budowy
- jeśli całość jej spadnie na barki mieszkańców Milicza,
Wszewilek i Sławoszewic. Faktycznie też, jeśli dobrze
się zastanowić, to takiego sprawiedliwego podziału
dokonała już sama natura (czyli Bóg). I tak sam most
przez Barycz, oraz 125 metrowe przyczółki drogowe
po abu stronach mostu razem ze zlokalizowanymi
tam skrzyżowaniami budowaliby mieszkańcy Milicza.
Wszakże budowa mostu i przyczółków wymaga
najwyższych umiejętności, ekspertyzy, oraz sprzętu.
Milicz zaś nimi dysponuje. Odcinek drogi od
szosy przez Wszewilki aż do prawego (północnego)
przyczółka mostowego budowaliby mieszkańcy
Wszewilek. Z kolei odcinek drogi od lewego
(południowego) przyczółka mostowego aż do
skrzyżowania z główną szosą przez Sławoszewice,
włączając w to mały mostek przez Młynówkę,
budowaliby mieszkańcy Sławoszewic. Oba owe
odcinki są wszakże mniej więcej proporcjonalne
do liczby mieszkańców i do możliwości technicznych
obu tych wiosek.
Jeśli droga ta będzie budowana w "czynie społecznym" -
znaczy bez odgórnego dofinansowania, wówczas
w pierwszym wydaniu wcale nie musi być doskonała.
Znaczy wcale nie musi być pokryta asfaltem i mieć
wszelkie udogodnienia czy chodniki. Wystarczy aby była twarda,
równa i dobrze wyżwirowana, tak aby autobus mógł
po niej bez trudu się poruszać. Taką zaś drogę albo
zaproszeni saperzy, albo też sami mieszkańcy Milicza,
Wszewilek, oraz Sławoszewic, są bez trudu w stanie
początkowo zbudować. Po tym zaś jak droga ta zacznie
okazywać się wysoce użyteczna, stopniowo będzie
można poprawiać jej jakość i stan nawierzchni.
#B6.
Dlaczego droga i most będą początkiem odnowy - zaś po ich zbudowaniu zaczną się wyraźne
zmiany w życiu mieszkańców Milicza, Wszewilek, Sławoszewic, oraz innych okolicznych miejscowości:
Z chwilą kiedy opisywana tutaj droga zostanie
urzeczywistniona, zaś pierwsze autobusy miejskie
miasta Milicza zaczną po nie odbywać swoje
regularne kursy, nagle się okaże że owo
przedsięwzięcie zapoczątkowało odnowę
owych miejscowości równocześnie następującą
aż na całym szeregu frontów. Powody owej
wielofrontowej odnowy będą jak następuje:
(1)
Stworzenie ową drogą i autobusem tzw. "infrastruktury"
która będzie napędzała ożywienie gospodarcze tego
obszaru. Łatwość dostępu i dobry transport są
pierwotnymi wymogami każdego ożywienia. Kiedy
więc te zostaną zrealizowane w opisywanych tu
miejscowościach, ożywienie gospodarcze tego
regionu będzie już tylko ich naturalną konsekwencją.
(2)
Naoczne przekonanie miejscowych ludzi, że
marzenia są po to aby je urzeczywistniać.
To zaś spowoduje, że wielu ludzi zacznie
urzeczywistniać tam własne marzenia, dla
których przedtem nie mieli albo odwagi,
albo też inspiracji aby wdrażać je w życie.
(3)
Poznanie mocy zbiorowego wysiłku.
W dzisiejszych czasach czcicieli telewizji
i zjadaczy kanapek, ludzie zapomnieli jak
potężną siłę stanowią jeśli zdołają się
zdobyć na zbiorowy wysiłek. Omawiany
tu projekt im to przypomni. Z kolei po
poznaniu swej mocy, ludzie ci zaczną
wdrażać cały szereg innych korzystnych
dla siebie zamierzeń i reform.
(4)
Uzyskanie celu dla działań i życia. Wszakże
po sukcesie z tym projektem, możliwe się stanie
postawienie sobie jeszcze ambitniejszych projektów,
oraz późniejsze ich zrealizowanie z sukcesem.
To zaś z czasem zupełnie przetransformują
dzisiejszy obszar tych miejscowości.
(5)
Otwarcie nowych terenów w okolicach Milicza
pod zabudowę i pod intensywne zagospodarowanie.
Faktycznie bowiem taka droga, jak i komunikacja
miejska jaką droga ta otworzy, stworzą korzystną
"infrastrukturę" jaka jest początkiem i zachętą dla
inwestycji. Z kolei jeśli owa infrastruktura
będzie już na miejscu, wówczas z całą pewnością
znajdą się inwestorzy którzy zaczną tworzyć przemysł -
a w ten sposób nowe miejsca pracy, którzy zainwestują
w nowe osiedla mieszkalne, hotele, sklepy, itp.
(6)
Ustanowienie powodu dla upiększania i odmłodzenia
Wszewilek - czyli do poprawy wyglądu owej wioski.
Z kolei po poprawie jej wyglądu ludzie zaczną w
tam żyć w zgodzie z tym nowym wyglądem.
(7)
Ujawnienie że Feng Shui faktycznie działa
i faktycznie wprowadza odnotowalne zmiany
do świata fizycznego. O tym że "Feng
Shui" działa wie już każdy Chińczyk. Faktycznie
to na obszarach zdominowanych przez Chińczyków
każdy nowy bank, fabryka, czy budynek mieszkalny
stawiane są obecnie w zgodzie ze stwierdzeniami
mistrzów Feng Shui. To właśnie z tego powodu
ekonomia Chińczyków tak ostatnio kwitnie. Czas
więc aby również Polacy dowiedzieli się o korzyściach
jakie zastosowanie Feng Shui jest wstanie im zabezpieczyć.
(8)
Pokazanie reszcie świata, że Milicz, Wszewilki i
Sławoszewice faktycznie podjęły walkę o lepsze
jutro dla siebie. W ten zaś sposób uzyskanie
poparcia pozytywnych sił z reszty świata. Każdy
sukces tych miejscowości będzie wszakże z najwyższym
zainteresowaniem odnotowywany przez innych.
Szczególnie że miejscowości te są już znane w
świecie z kampanii wyniszczającej jaką przeciwko
nim prowadzą w/w
mroczne moce.
Część #C:
Zintensyfikujmy i zróżnicujmy produkcję we
Wszewilkach,
tak aby owa wioska powróciła do swojej historycznej roli produktywnego poszerzenia
Milicza:
#C1.
Po stworzeniu dostępu i komunikacji czas na ożywienie gospodarcze, m.in. poprzez stworzenie miejscowego przemysłu:
W dawnych czasach Wszewilki, Sławoszewice
i Milicz stanowiły jeden kompleks wiejsko-miejski.
W ostatnim jednak okresie prześladowań i napaści
na owe miejscowości, ta ścisła gospodarcza
współpraca jakoś się rozluźniła. Czas więc
aby ją odnowić. Faktycznie to od najdawniejszych
czasów Wszewilki i Sławoszewice stanowiły
rodzaj dzielnic przemysłowych Milicza. Tyle
tylko, że w czasach owych ostatnich prześladowań
i napaści, ów "przemysł" Wszewilek i Sławoszewic
ograniczył się wyłącznie do rolnictwa
i do chałupniczej produkcji wyrobów
rolnych. Obecnie ponownie więc warto
pomyśleć o przywróceniu do Wszewilek
i Sławoszewic także innych rodzajów
produkcji. Wszakże ewentualne
rozwinięcie tych miejscowości jako
przemysłowych poszerzeń Milicza
będzie gwarantowało zaplecze siły
roboczej w formie mieszkańców Milicza
chętnych do dojazdu do Wszewilek
lub Sławoszewic nowo uformowaną linią
miejskiego autobusu "ósemka". Z kolei
obszar owych miejscowości dostarczy
dogodnych warunków do lokalizowania
najróżniejszych fabryczek i warsztatów
produkcyjnych.
#C2.
Przemysł który już obecnie posiada zaplecze we Wszewilkach,
trzeba go jedynie stworzyć (tj. przetwórstwo "organicznych"
produktów rolnych i leśnych, zielarstwo, turystyka, hotelarstwo):
Wszewilki i Sławoszewice już obecnie dostarczają
zaplecza dla całego szeregu przedsięwzięć
produkcyjnych. Przykładowo, mają one bazę
dla zorganizowania w nich przetwórstwa "organicznych"
produktów rolnych i leśnych, zielarstwa, turystyki,
hotelarstwa, oraz szeregu odmiennych branż.
Jedyne co jest potrzebne to właśnie owa
"infrastruktura" w formie transportu publicznego
i dróg dojazdowych, która umożliwi komuś
zainwestowanie tam w takie właśnie przetwórnie.
#C3.
Przyszłe rodzaje przemysłu, dla których Wszewilki
i inne okoliczne miejscowości już obecnie posiadają
surowce (np. elektronika, optyka):
Wszewilki leżą na istnym skarbie. Ogromnie
mnie też dziwi że jak dotąd nikt nie zainwestował
w pozyskiwanie tego skarbu. (Pewno powodem
jest właśnie brak korzystnej infrastruktury o jakiej
tutaj piszę.) Skarbem tym jest wspaniale czysty
piasek kwarcowy Wszewilek i okolicy. Pokłady
tego piasku są tam znaczącymi i to na skalę światową.
Na bazie owego piasku możliwe jest więc otwarcie
w okolicach Wszewilek całego szeregu
przedsiębiorstw, szczególnie w zakresie
bazującego na kwarcu przemysłu elektronicznego,
wytwórni tak ostatnio poszukiwanych fotoogniw,
czy produkcji soczewek i instrumentów optycznych.
Jeśli infrastruktura i transport opisywane na tej
stronie zostaną faktycznie tam zbudowane, jestem
gotów się założyć, że koło Wszewilek wytwórnie
tego typu zaczną wyrastać jak grzby po deszczu.
#C4.
Moralne przesłanie nadziei, odnowy, oraz awansu cywilizacyjnego
które powinno przebijać z rodzaju przemysłu umiejscawianego we
Wszewilkach:
Motto:
"Marzenia poparte działaniem mogą nawet Wszewilki zmienić w 'horyzonty postępu'."
Wszewilki są szczególną wioską. Jeśli
bowiem przeanalizować jej historię, wówczas
się okazuje że w historii owej zawarty jest
rodzaj moralnego przesłania do ludzkości.
Przesłanie owo wyraża sobą ponadczasowe
prawdy na temat wyzwalania się spod ucisku,
zniewalania, wrogości, oraz niesprawiedliwości,
na temat walki z prześladowaniami, odwagi, nadziei,
czy odnowy, na temat wypełniania się marzeń,
postępu, awansu cywlizacyjnego, itp. Dlatego
jakikolwiek przemysł będzie kiedyś zapoczątkowany
we Wszewilkach, wcale nie powinien to być
po prostu dowolny budynek fabryczny z dużym
kominem, który wytwarza tuzinkowe dobra
a jednocześnie wypluwa z komina tony trującego
ludzi dymu. Raczej powinien to być przemysł
który pasował będzie do ducha Wszewilek oraz
do owych ponadczasowych prawd jakie wioska ta
sobą symbolizuje. Jednym z przykładów takiego
przemysłu byłoby postulowane poprzednio wytwarzanie
we Wszewilkach ogniw fotoelektrycznych których
coraz szersze zastosowanie eliminuje z ziemskiej
atmosfery wszelkie te dzisiejsze dymy i zanieczyszczenia.
Aby zaś dać tutaj poznać czytelnikowi
jakie dalsze rodzaje przemysłu byłyby wysoce
odpowiednie dla symboliki i tradycji Wszewilek,
poniżej opiszę skrótowo kilka ich następnych
przykładów. W USA kiedyś powstała tzw.
"Silicone Valley". Warto więc aby spróbować
Wszewilki zamienić w "Horizons of Advancement"
(of the Human Civilisation).
Dostatek taniej siły roboczej oraz
dogodne położenie geograficzne Wszewilek
powodują także, że w przypadku gdyby
powstała tam opisywana tutaj infrastruktura,
wówczas opłacałoby się w owej miejscowości
inwestować w przemysł który wymaga dużo
robocizny, a mało materiałów. Jednym z
urządzeń technicznych które wnosi sobą
ogromny awans cywilizacyjny ludzkości,
a właśnie wypełnia warunek niewielkiego
zapotrzebowania materiałowego przy
jednocześnie dużym zapotrzebowaniu
na robociznę, są tzw.
ogniwa telekinetyczne.
Szczerze mówiąc, gdyby mi kiedyś udało
się urzeczywistnić ów mój własny wynalazek
owych ogniw, nad którym pracuję już przez
ostatnie 20 lat, wówczas montownię i sklep
fabryczny owych ogniw niemal z całą pewnością
chciałbym umiejscowić właśnie we
Wszewilkach -
oczywiście jeśli miejscowe
mroczne moce
nie zaczęłyby mi w tym zbyt mocno przeszkadzać.
#C4.2.
Wytwórnia wiatraków pozyskujących wodę z powietrza:
Każdy zapewne odnotował, że klimat Ziemi
ostatnio raptownie się zmienia. Powody
owej zmiany opisałem częściowo w punkcie
#B16 strony internetowej o
zniszczeniowych możliwościach wehikułów UFO.
Jednym z następstw owej raptownej zmiany
klimatu Ziemi jest że miejsca które kiedyś
miały wodę, obecnie zamieniają się w wysuszoną
pustynię. Tak właśnie dzieje się obecnie z
Australią. W podobny też sposób w pustynię
zamienia się północna część Afryki, wschodnia
część Azji, oraz zachodnia część Ameryki
Południowej. Owe wysychające obszary
potrzebują wody aby podtrzymać życie
zwierząt i ludzi. Woda jednak przestała
tam spadać z deszczem. Jest ona ciągle
obecna w powietrzu, jednak nie chce się
już skraplać w formę deszczu. Tutaj więc
rodzajem deski ratunkowej dla wysychającego
świata może się stać wynalazek emeryta z
przedmieścia Perth w Australii, o nazwisku
Max Whisson. Mianowicie wynalazł on
zmyślny wiatrak, a nawet zbudował już
działający prototyp owego wiatraka. W
wiatraku tym przepływ powietrza jest tak
ciekawie zaprojektowany, że z powietrza tego
odciągana jest woda. Zasada działania
owego wiatraka jest nieco podobna do
zasady urządzeń domowych zwanych
dehumidifier, tyle że zamiast
być napędzanym elektrycznością, jego
napędem jest wiatr. Kiedy więc ów wiatrak
obraca się napędzany siłą wiatru, do umieszczonego
pod nim zbiornika czy koryta spływa z niego
strumień czystej wody. Wodę tą mogą następnie
pić mieszkający w pobliżu ludzie lub zwierzęta.
Opis jego wynalazku zaprezentowany został w
krótkim artykule "The windmill that produces
water out of hot air" (tj. "Wiatrak który odciąga
wodę z gorącego powietrza") jaki ukazał się
na stronie B3 gazety
The New Zealand Herald,
wydanie datowane w środę (Wednesday),
February 14, 2007.
Owe wiatraki odciągające wodę z powietrza są
bardzo proste w budowie. Mogą więc działać
przez całe lata nie wymagając żadnej naprawy.
Są też napędzane wiatrem, mogą więc pracować
na zupełnej pustyni. Znaczy, noszą one wszelkie
cechy aby stać się zbawienne dla suchych
obszarów Ziemi.
Z powodów wyjaśnionych dokładniej w punkcie
#11 odrębnej strony internetowej o
ogniwach telekinetycznych,
na Ziemi działa złowieszcze przekleństwo
wynalazców które uniemożliwia wdrażanie
w życie wynalazków jakie w danym okresie czasu
są najbardziej potrzebne ludzkości. Wszystko
też wskazuje na to, że idea opisywanego tutaj
"wiatraka pozyskującego wodę z powietrza"
została również zablokowana przez owo
złowieszcze "przekleństwo", a ściślej przez
istoty które za nim się ukrywają. Z informacji
bowiem które na temat tego wiatraka już
obecnie zostały upowszechnione, wynika
że jego losy przyjmują obrót doskonale
mi znany z tragicznych losów telekinetycznej
grzałki Peter'a Daysh Davey, opisanych
w punkcie #4.3 strony internetowej o
telekinetycznych generatorach darmowej energii.
Przykładowo już obecnie na temat tego
wiatraku rozpętana została w Australii
kampania wyszydzania i zniechęcania,
jaka jest niemal identyczna do podobnej
kampanii kpin i zniechęcania jaką
UFOnauci-podmieńcy
niedawno rozpętali w Polsce przeciwko
ogniwom telekinetycznym
mojego wynalazku. (UFOnauci używają
właśnie takich kampanii kpin i oczerniania
dla obracania co głupszych ludzi przeciwko
temu co UFOnautom jest nie na rękę,
a ponadto dla stwarzania swoim agentom
kryjącym się po różnych ludzkich urzędach
wymówki do oficjalnego blokowania co bardziej
postępowych idei.) Najwyraźniej więc miejscowi
reprezentanci szatańskich mocy
już pracują intensywnie aby uniemożliwić
wdrożenie do produkcji również i tego
niezwykłego wiatraka. Dlatego ja osobiście
uważam, że jeśli w Australii ów wiatrak nie
potrafi się przebić przez rzucane mu pod
nogi biurokratyczne kłody oraz zniechęcające
szyderstwa, wówczas jego produkcja powinna
być podjęta właśnie we Wszewilkach. Potem zaś
gotowe takie wiatraki powinny być eksportowane
z Wszewilek właśnie do Australii oraz do wszelkich
innych miejsc na Ziemi w jakich są one
desperacko potrzebne.
Oczywiście, może się zdarzyć, że do owego
odległego czasu zanim Wszewilki będą już
gotowe do podjęcia produkcji tego wiatraka,
jego emerytowanego wynalazcy nie będzie
już wśród żyjących, zaś dokumentacja techniczna
i prototypy wiatraka okażą się już nie do zdobycia.
Jednak nawet i w takim przypadku ja ciągle wierzę
że Wszewilki powinny kiedyś podjąć produkcję tego
paląco potrzebnego na Ziemi urządzenia. Wszakże
wiedząc o jego zasadzie działania, a także znając
konstrukcję i działanie domowych "dehumidifiers",
wiatrak ten łatwo powinien dać się zrekonstruować
poprzez ponowne jego wynalezienie od nowa.
Wszakże jedyne co konieczne aby go ponownie
wynaleźć, to tak przerobić zasadę działania domowych
"dehumidifiers" aby ich napęd pochodził od śmigła
wiatraka - a nie od silnika elektrycznego. Wszewilki
mają zaś wielu uzdolnionych technicznie i twórczych
ludzi którzy bez trudu potrafią tego dokonać. Kiedy
zaś wiatrak ten zostanie już zrekonstruowany i
wdrożony do produkcji, zanim zacznie się jego
eksport do Australii warto go nazwać "wiatrakiem
Max's Whisson'a" - aby w ten sposób uhonorować
jego twórcę który stał się kolejną ofiarą tych samych
mrocznych mocy
które kiedyś próbowały zniszczyć Wszewilki. Taki
bowiem obrót spraw byłby ilustratywnym dowodem
że sprawiedliwość jednak zawsze w końcu zatriumfuje.
#C4.3.
Wytwórnia gumowej nawierzchni na chodniki:
Z czasów kiedy nadal mieszkałem w
Polsce pamiętam owe sterty zużytych
opon samochodowych jakie zalegały każdy
możliwy kąt jaki nadawał się na wysypisko
śmieci. Opon owych nikt nie chciał.
Nie nadawały się one praktycznie do
niczego. Porzucone nie chciały też
szybko gnić. Jeśli zaś ktoś je zapalił,
zatruwały atmosferę czarnym, śmierdzącym,
rakotwórczym dymem. Tymczasem w krajach
południowo-wschodniej Azji dla opon
owych znaleziono doskonałe zastosowanie.
Mianowicie, rozcina się je maszynowo
na drobne kosteczki. Dodaje koloru
czerwonego albo niebieskiego aby ładnie
wyglądały. Następnie wylewa się chodniki
dla ludzi, a także nawierzchnie bieżni
na stadionach, z miękkiej wykładziny gumowej
jaka z nich jest wytwarzana. Chodzenie
i bieganie po takich miękkich chodnikach
jest bardzo zdrowe - nie nadwyręża ono
bowiem stawów tak jak czyni to chodzenie
po kamiennych lub betonowych chodnikach.
Z kolei zużywanie starych opon z jakich
chodniki te się wytwarza jest bardzo
dobre dla naturalnego środowiska.
Wszakże usuwa ono sterty opon które
w przeciwnym wypadku by środowisko
owo zanieczyszczały i zaśmiecały.
Dlatego wytwórnia gumowej nawierzchni
na chodniki wygląda jak rodzaj przemysłu
który byłby wysoce odpowiedni dla
totaliztycznej misji i charakteru
Wszewilek. Ponadto jakieś środki
rządowe by też zapewne zostały dodane
aby pomóc rozwinąć ten przyjazny dla
naturalnego środowiska przemysł.
#C4.4.
Fabryka piramid telepatycznych:
Na odrębnej stronie internetowej na temat
telepatii
opisane jest niezwykłe urządzenie nazywane
"piramidą telepatyczną". Urządzenie to
zostało podarowane ludzkości przez sprzyjającą
ludziom totaliztyczną cywilizację istot kiedyś
nazywanych
"aniołami".
Jak dotychczas nigdzie na Ziemi nie podjęto
jeszcze produkcji tego niezwykłego urządzenia.
A jest ono w stanie zastąpić dzisiejsze urządzenia
szkodliwej dla zdrowia łączności radiowej, przez
cywilizacyjnie bardziej zaawansowane urządzenia
do łączności telepatycznej. Produkcja owej
piramidy telepatycznej powinna zostać podjęta
właśnie we Wszewilkach.
#C4.5.
Zakłady rozwoju i wytwarzania dysocjatorów wody dla silników spalinowych:
Nasza cywilizacja wypracowała technicznie
dosyć doskonałą formę urządzenia napędowego
jakim jest dzisiejszy silnik spalinowy. Jedynym
problemem owego silnika jest, że przy obecnym
rodzaju paliw które on używa, wytwarza on
niepożądane gazy jakie zanieczyszczają
ziemską atmosferę. Jeśli jednak w silniku
tym zmienić obecnie używane mieszanki
paliwowe na mieszaninę wodoru i tlenu,
wówczas taki sam silnik spalinowy nagle
przestaje być problemem. Pracuje on
wówczas równie efektywnie i niezawodnie
jak obecnie, a jednocześnie zamiast
nieporządanych gazów spalinowych
wyrzuca z siebie zwykłą parę wodną.
Jednak główna trudność z takim przestawieniem silników
spalinowych na paliwo w postaci mieszaniny
wodoru i tlenu polega na efektywnym
wytwarzaniu owego paliwa tuż przed
wlotem do silnika. Problem ten
rozwiązują jednak tzw. "telekinetyczne
dysocjatory wody" opisywane m.in. w
podrozdziale K3.2 z tomu 10 monografii
[1/4].
Ich zasada działania jest bardzo podobna
do zasady działania "grzałek telekinetycznych"
opisywanych dokładniej na stronie
boiler_pl.htm - o szokującej historii telekinetycznej grzałki która bije wszelkie rekordy.
Główna różnica pomiędzy takimi
"telekinetycznymi dysocjatorami wody"
a "grzałkami telekinetycznymi" sprowadza
się do użycia odmiennych wibracji oraz
odmiennych katalizatorów (materiałów).
Produkcja i rozwój takich właśnie dysocjatorów
wody zastąpujących gaźniki z dzisiejszych silników
samochodowych, powinna zostać kiedyś podjęta
właśnie we Wszewilkach. Jest ona bowiem zgodna
z duchem tej wioski.
Wielu ludzi uważa że nie warto inwestować
w przetransformowanie obecnych silników
spalinowych w silniki spalające mieszankę
wodoru i tlenu. Wierzą oni bowiem że znacznie
lepiej dla naszej cywilizacji jest całkowicie
wyeliminować silniki spalinowe i zastąpić je
silnikami elektrycznymi. Aczkolwiek takie
całkowite zastąpienie silników spalinowych
jest realne i atrakcyjne, istniały będą sytuacje
na Ziemi kiedy okaże się ono niemożliwe.
Jako przykłady rozważmy tradycję, hobby,
czy sport. W przyszłości nie będzie wszakże
można zabronić ludziom którzy kultywują
jakieś wymagające silnika spalinowego
tradycje czy hobby, albo uprawiają jakiś
sport motorowy, aby w tym co jest esencją
danej tradycji, hobby, czy sportu usunęli
oni całkowicie silniki spalinowe. Wszakże
przykładowo jeśli ktoś zechce w przyszłości
hobbystycznie używać dzisiejszego
motocykla "Harley-Davidson" (a założę
się że będzie wielu takich ludzi), wówczas
nie da się tego uczynić po zastąpieniu w nim
jego silnika spalinowego przez silnik elektryczny.
Wszakże to co by się otrzymało nie byłby
już wówczas "Harleyem-Davidsonem".
Jednak daje się wówczas w motocyklu
tym zastąpić obecnie używane paliwo,
na mieszaninę wodoru i tlenu. Po
takim zaś zastąpieniu paliwa, oraz
po wprowadzeniu niewielkich zmian
technicznych jakie to zastąpienie by
wymagało, to co się otrzyma nadal
będzie miało wszystkie cechy motocykla
"Harley-Davidson". Oczywiście, ów
motocykl podałem tutaj tylko jako
przykład. W przyszłości bowiem wszystko
co dzisiaj używa silnika spalinowego,
odrzutowego, czy rakietowego, będzie
dawało się używać w dokładnie taki sam
jak dzisiaj sposób po jedynie przerobieniu
tego na użycie paliwa z mieszanki
wodorowo-tlenowej. Takie zaś przerobienie
wymagało będzie jedynie zastąpienie ich
gaźników przez opisywane tutaj "telekinetyczne
dysocjatory wody", oraz zastąpienie benzyny
w ich bakach przez czystą wodę. Cała reszta
zaś ich konstrukcji, zasady działania, oraz
sposobu pracy będzie pozostawała bez zmian.
#C5.
Idea "offspin" - czyli jeśli jeden obszar ulegnie ożywieniu, wówczas wszystko zacznie się ożywiać:
Anglicy posiadają pojęcie jakie oni nazywają
"offspin". W tłumaczeniu na nasze oznacza
ono "pobudzanie do rotowania". W pojęciu
tym chodzi o to, że wszystko jest ze sobą
powiązane najróżniejszymi współzależnościami.
Jeśli więc zacznie się zawirowywać jeden
składnik takiej powiązanej ze sobą całości,
wkrótce cały system będzie już wirował.
Wyjaśnijmy to pojęcie "offspin" na przykładzie
Wszewilek. Załóżmy że któreś z opisywanych
tutaj przedsięwzięć przemysłowych zostanie
zrealizowane i że we Wszewilkach otworzony
zostanie jakiś miejscowy przemysł dający
zatrudnienie i źródło dochodu do jakiejś
liczby zatrudnionych w nim osób. Ludzie
więc którzy będą zatrudnieni w owym przemyśle
będą potrzebowali np. jedzenia. Stąd część
pieniędzy które oni zarobią powędruje do
miescowych piekarzy, restauratorów, cukierników,
itp. Aby jednak owi piekarze, restauratorzy,
cukiernicy, itp., mieli towar, część ich zarobków
musi z kolei wędrować do miejscowych rolników,
warzywników, ogrodników, właścicieli stawów, itp.
Tamci też będą potrzebowali więcej odzieży,
sprzętu, zaopatrzenia, itp. W rezultacie, ani się
ktoś oglądnie, jak z powodu tylko jednego takiego
nowego przedsiębiorstwa wkrótce już wszystko
w okolicach Wszewilek i Milicza będzie wirowało
na najwyższych obrotach.
Część #D:
Dodatkowo zaktywizujmy Wszewilki poprzez przyciąganie świata do niezwykłości owej wioski,
oraz poprzez gościnne przyjmowanie wszystkich przybyszy:
Wszewilki są wioską. Jako takie nie są one
w stanie wybrać się do świata. Mogą jednak
spowodować, że świat przybędzie do nich.
#D1.
Niezwykłości Wszewilek które już obecnie czynią tą wioskę wartą odwiedzenia:
Motto:
"Jeśli masz jakieś ogromnie ważne
marzenie, wybierz się do
Wszewilek
i przemarz je tam ponownie. Moje
doświadczenia potwierdzają bowiem,
że moralne, pozytywne, realistyczne,
oraz poparte zdecydowanymi działaniami
marzenia dokonane we Wszewilkach
zawsze z czasem się wypełniają."
Milicz, Wszewilki, oraz ich okolice potrzebują
napływu zamożności i stabilności. Te zaś
przybędą kiedy mieszkańcy owych miejscowości
zrealizują opisywaną w części B tej strony drogę
okrężną oraz miejską linię autobusową, oraz
kiedy owe posunięcia zainspirują czyjeś
zainwestowanie w przemysł wytwórczy np.
na Wszewilkach. Jednak Wszewilki i okolice
Milicza mają również wiele do zaoferowania
na polu pozaprzemysłowym. Rozważmy więc
teraz owe odmienne rodzaje ofert tych ziem.
Czakram ziemi, wypełnianie się marzeń,
dziwy natury (w rodzaju gryfa czy powtarzalnych
opadów żywych rybek), wspaniałe powietrze,
doskonałe sny, natura do oglądania, niezwykła
historia, itp. - wszystko to już obecnie jest
w stanie przyciągać do Wszewilek i Milicza
licznych odwiedzających z dalekiego świata.
Trzeba jedynie przestać z tym się wstydliwie
ukrywać, tak jak to uczyniono na stronach o
Wszewilkach i
Miliczu,
oraz trzeba wreszcie zacząć upowszechniać
rzetelne informacje na tego temat.
Fot. #1:
Czyżby kultura odleciała z Wszewilek do Petone! Kiedyś
na Wszewilkach można było zobaczyć wspaniałe polskie
tańce ludowe - m.in. podobne do tego utrwalonego na
powyższym zdjęciu. Wszewilki miały bowiem własny
ludowy zespół taneczny. Zespół ten m.in. występował
na ostatnich wszewilkowskich dożynkach opisywanych
w punkcie #23 strony o
Wszewilkach.
Ja nawet podkochiwałem się trochę w jednej z tancerek
tego zespołu - pięknej Maryli (ciągle do dzisiaj pamiętam
jej nazwisko - było bowiem tak typowo polskie). Niestety,
była ona parę lat starsza odemnie, więc rozglądała się
za bardziej "dorosłymi" chłopcami.
Szkoda że dzisiejsze pokolenie młodych Wszewilczan
głównie interesuje się zjadaniem kanapek przed ekranami
telewizorów. Wszakże wszewilkowski zespół taneczny,
tak barwny, żywiołowy i doskonale tańczący jak ten
który formowała Maryla wraz ze swymi koleżankami,
przyciągałby tysiące turystów na wszewilkowskie
uroczystości i spektakle.
Powyższe zdjęcie wykonałem na "Festiwalu Polskim",
który zaczął się "w samo południe" w sobotę, dnia
24 lutego 2007 roku, na miniaturowym ryneczku
Petone - przedmieścia Welligton, Nowa Zelandia.
Na festiwalu tym tańczyło kilka polonijnych zespołów
ludowych istniejących obecnie w Nowej Zelandii.
Wszakże polski taniec ludowy robi ostatnio furorę
poza granicami kraju. Polskich tańców uczą się tam
już nawet ludzie którzy nie potrafią powiedzieć słowa
po polsku, a jedynie z dumą odkrywają że któryś
z odległych przodków (np. dziadek czy prababka)
kiedyś emigrowali tu aż z Polski. Powyżej utrwalony
zespół taneczny młodych i dynamicznych Nowozelandek
szczególnie mi zaimponował. Zademonstrował on
bowiem wspaniale zchoreografowane połączenie w
jedną całość tradycyjnego polskiego tańca ludowego,
z tańcem nowoczesnym w rytm najnowszej polskiej
muzyki neo-ludowej. Aczkolwiek więc taniec tych
dziewcząt przypominał nieco sobą dawny polski
taniec ludowy, faktycznie był on nowoczesnym
tańcem w rytm wspaniałej polskiej muzyki
bitowej modelowanej na dawnych polskich
melodiach ludowych. Pokazane tutaj dziewczęta
podbiły swoim tańcem i muzyką serca całej
widowni.
Tak nawiasem mówiąc, to ryneczek podobnie
niewielki aczkolwiek przytulny, jak ten widoczny
na powyższym zdjęciu, powinny odbudować
sobie także Wszewilki - tak jak to wyjaśnione
jest w części F tej strony. Ktoś bowiem nieustannie
podpowiada, że istnieje rodzaj niepisanej
przepowiedni dla Wszewilek, jaka stwierdza
że "po odbudowaniu dawnego ryneczka,
dobrobyt i szczęście powrócą na stałe do
Wszewilek i do innych okolicznych miejscowości,
oraz pozostaną tam przez tak długo, jak długo
ów ryneczek nie popadnie ponownie w ruinę".
* * *
Zauważ że można zobaczyć powiększenie
każdej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu
wystarczy zwyczajnie kliknąć na tą fotografię. Ponadto
większość tzw. browser'ów które obecnie są w użyciu, włączając
w to populany "Internet Explorer", pozwala na
załadowanie każdej ilustracji
do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli
przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć,
a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego
przez siebie software graficznego.
#D2.
"Kapsuły czasu" - czyli kolejna atrakcja dla odwiedzających
Wszewilki i
Milicz:
Nazwa "kapsuła czasu" (po angielsku "time
capsule") jest przyporządkowana do rodzaju
niepodlegającego rozkładowi pojemnika w
którym trwale zamyka się jakieś cenne
dokumenty oraz przedmioty, poczym
wszystko zakopuje się lub ukrywa w trudnym
do zidentyfikowania miejscu, tak aby mogło
to być znalezione w odległej przyszłości
przez następne generacje ludzi.
Kiedy byłem w 5 klasie szkoły podstawowej
przez jakiś dziwny impuls przygotowałem
swoją własną "kapsułę czasu". Jako jej
pojemnika użyłem dużej butelki - jeśli dobrze
pamiętam była to butelka typu kiedyś używanego
w aptekach (ze szeroką szyjką oraz ze szklanym
korkiem doszlifowanym dla hermetycznego
samozamknięcia). Do swojej kapsuły powkładałem
najróżniejsze "skarby" jakie wówczas były w moim
posiadaniu. Jeśli dobrze pamiętam były to
najróżniejsze stare monety, zdjęcia, oraz dokładna
historia mojej rodziny i mnie samego spisana
mozolnie na poziomie moich ówczesnych
umiejętności pisarskich. Kapsułę tą zakopałem
w sobie tylko znanym miejscu głębiej niż mój
własny wzrost - obecnie szacuję że na
głębokość bliską 2 metrów. Chociaż więc
zawiera ona metalowe obiekty, nie sądzę
aby na takiej głębokości była ona wykrywalna
przez dzisiejsze indukcyjne wykrywacze metalu.
Od czasu zakopania tamtej "time capsule" nigdy
nie usiłowałem jej odkopać. Wierzę więc, że
znajduje się tam do dzisiaj, oraz że zostanie
odkryta dopiero w odległej przyszłości.
W przyszłości zamierzam też zakopać co
najmniej jeszcze jedną taką "kapsułę czasu".
Pierwszą z nich planują przygotować w roku
kiedy odchodził będę na emeryturę, tj. latem
2011 roku. Zakopię ją gdzieś przy Wszewilkach,
w miejscu ustronnym chociaż łatwo dostępnym
dla przyjezdnych, prawdopodobnie w pobliżu
jakiejś drogi (być może nawet owej opisywanej
na niniejszej stronie - jeśli do tego czasu będzie
ona już gotowa). Tym razem swoją drugą i
następne "kapsuły czasu" przygotuję znacznie
staranniej niż tamtą w dzieciństwie. Mianowicie, zamiast
butelki przygotuję ją zapewne w formie szklanego
pojemnika o wysokiej wytrzymałości i precyzyjnie
zamykanego. Narazie jeszcze nie wiem, czy
będzie to szklany hermetyczny pojemnik specjalnie
wykonany na moje zamówienie, czy też po prostu
użyję w tym celu jakiś gotowy szklany pojemnik
zakupiony w sklepie a potem zaklejony jakimś
krystalicznym "super-klejem" oraz dla pewności
obwiązany niekorodującem drutem np. z miedzi
lub ołowiu. (Jeśli użyję pojemnika zakupionego
w sklepie, wówczas zapewne będzie on miał
formę prostokątnej szklanej maselniczki, albo też
okrągłego słoika z dużym szklanym wieczkiem,
typu używanego kiedyś na kompoty domowej
roboty.) Kiedyś zgromadziłem kolekcję kilku srebrnych
i złotych monet. Zakładam więc, że włożę do kapsuły
co cenniejsze egzemplarze z tej swojej kolekcji.
Ponadto włożę w nią rodzaj swojej "spuścizny",
znaczy nie tylko opis historii swojego życia, ale
także niektóre informacje istotne dla naszej cywilizacji,
jakich za życia z różnych powodów nie byłem
w stanie publicznie udostępnić.
Osobiście tutaj również zachęcam, aby i czytelnicy
przygotowali swoje własne "kapsuły czasu" oraz
zakopali je gdzieś w publicznie dostępnym obszarze
niedaleko Wszewilek. Wszakże nie tylko każdy
z dzisiejszych mieszkańców Wszewilek może też
przygotować sobie taką własną "kapsułę czasu",
ale wręcz każdy z czytelników może także to uczynić -
bez względu na to gdzie obecnie mieszka.
Wszewilki zaś są doskonałym miejscem gdzie
owe kapsuły czasu można powierzyć opiece
naszej matki Ziemi. Wierzę również, że aż dla kilku
powodów, kapsuł tych przyszłe generacje będą
usilnie poszukiwały właśnie we Wszewilkach. Jeśli
więc ktoś chce aby jego kapsuła została znaleziona
w odległej przyszłości, powinien ją zakopać właśnie
w jakims ustronnym i publicznie dostępnym miejscu
z okolic Wszewilek.
Kiedyś (około 1981 roku) byłem na wczasach rodzinnych
przy jakimś polskim jeziorze. Zdaje się że było to
w Lendyczku. Podczas pływania na rowerze
wodnym przypadkowo znalazłem taką "kapsułę
czasu" przygotowaną wiele lat wcześniej przez
kogoś innego. Okazało się że woda ją skądś
wymyła i przyniosła do owego jeziora. Owa
znaleziona kapsuła nie zawierała nic szczególnego.
Był to po prostu duży płat kory brzozowej włożony
w pustą butelkę. Na korze była opisana historia
jakiejś grupy obozowej sprzed wielu lat. Na przekór
jednak owej niewielkiej zawartości tamtej kasuły
czasu, stała się ona sensacją tamtego lata dla
wszystkich turnusów owego ośrodka. Po tym
jak kierownictwo ośrodka mi ją zarekwirowało,
wszyscy wczasowicze ją czytali na kolejnych
turnusach, często dyskutowali, oraz spekulowali
co potem stało się z opisanymi na niej osobami.
Warto o tym pamiętać. Wszakże jeśli samemu
się przygotuje taką właśnie kasułę czasu, wówczas
faktycznie dostarcza się komuś w dalekiej przyszłości
podobnej uciechy czytania, dyskutowania i spekulowania
na temat zawartości owej kapsuły, treści podanych tam
opisów, oraz dalszych losów tego czy tych co kapsułę
taką przygotowali. Ponadto, zapewne kapsuła ta
wyląduje w miejscowym muzeum, a być może
nawet jakiś historyk zrobi na niej swój doktorat.
Faktycznie to w okolicach Wszewilek istnieją też
już od dawna najróżniejsze stare kapsuły czasu.
Wynikają one z losów tych ziem, jakie opisałem
na odrębnych stronach o
Wszewilkach i
Miliczu.
Część #E:
Powołanie we Wszewilkach ośrodka (tj. gospodarstwa
rolnego i darmowej restauracji) dla ochotników
wypracowujących dla siebie
totaliztyczną nirwanę:
#E1.
Dlaczego
totaliztyczna nirwana
jest aż tak ważna, że powinny zostać stworzony
specjalny ośrodek w którym ochotnicy mogliby
sobie ją wypracowywać:
Motto:
"Ludzie na Ziemi niepotrzebnie biedzą się nad wymyślaniem idealnego
ustroju społecznego i idealnych praw. Bóg opracował je bowiem już kiedy
stwarzał
człowieka, zaś moralnie zaawansowane cywilizacje używają je od milionów
lat. Ten idealny ustrój sprowadza się do ochotniczej pracy dla nirwany, zaś
idealne prawa bazują na pedantycznym przestrzeganiu praw moralnych."
W punkcie #D1 strony internetowej o
totaliztycznej nirwanie,
a także w punkcie #A2 odrębnej strony o
politycznej partii totalizmu,
wyjaśnione zostało szczegółowo dlaczego
jest ogromnie istotne aby cywilizacja ludzka
nauczyła się wypracowywać dla siebie stan
nieustającej nirwany, oraz aby ochotniczą
pracą dla uzyskania nirwany zastąpiony
został obecny system wymuszania pracy
poprzez zapłatę. (Tj. aby niedoskonałe ustroje
społeczne wymyślone przez ludzi i bazujące
na wymuszonej pracy dla pieniędzy, zastąpione
zostały "ustrojem nirwanowym"
danym nam przez samego Boga i bazującym
na ochotniczej pracy dla nirwany.) Podsumujmy
tutaj w wielkim skrócie to wyjaśnienie.
Jak wykazują badania
totalizmu,
faktycznie to
Bóg
osobiście opracował dla ludzkości idealną
formę ustroju społecznego, oraz zestaw
idealnych praw, według których zgodnie z
wolą Boga ludzie powinni żyć.
Problem jedynie polega na tym, że Ziemia
od tysiącleci znajduje się w mocy
szczególnie paskudnych "przyjemniaczków",
którzy nie pozwalają ludziom wdrożyć w życie
ani owego idealnego ustroju, ani też owych
idealnych praw. (W przeszłości owych
"przyjemniaczków" nazywano "diabłami".
Obecnie używamy wobec nich odmienną
nazwę
UFOnautów.)
Generalnie rzecz biorąc, ów idealny ustrój
opracowany dla ludzkości przez samego
Boga
opiera się na ochotniczej pracy wykonywanej
na rzecz innych ludzi bez żadnego materialnego
wynagrodzenia. Celem owej ochotniczej pracy
jest bowiem wypracowanie dla siebie niezwykłej
nagrody którą wyznaczył sam Bóg, a która
nazywana jest
nirwaną.
Aby uzyskać ową nirwanę, ludzie ochotniczo
muszą pracować fizycznie z wysokimi motywacjami,
przeznaczając owoce swojej pracy dla dobra
innych ludzi. Po uzyskaniu zaś owej nirwany
przeżywają oni tak niewypowiedzianą szczęśliwość,
że potem wcale nie jest im potrzebne jakiekolwiek
wynagrodzenie materialne za pracę. Po prostu
będą oni kontynuowali swoją ciężką pracę fizyczną
dla dobra innych tylko za przyjemność utrzymywania
się w stanie owej nirwany. Owe niezwykłe cechy
nirwany powodują, że faktycznie w moralnie wysoko
postawionych cywilizacjach nirwana zastępuje ziemskie
pieniądze. (Przykładem takiej cywilizacji pracującej
tylko dla nirwany, jest totaliztyczna cywilizacja której
mieszkańców ludzie kiedyś uważali za "aniołów"
opisanych na stronie o
Bogu.)
Stąd w takich cywilizacjach ochotnicza praca dla
uzyskiwania nirwany staje się podstawą funkcjonowania
całego społeczeństwa. W społeczeństwie takim
przestają być potrzebne pieniądze. Ponadto, z
uwagi na niemożność wypracowania nirwany jeśli
ktoś postępuje niemoralnie, w takich społeczeństwach
przestają być potrzebne także niedoskonałe ludzkie
prawa - które tam zastępowane są przez tzw.
prawa moralne.
Owe prawa moralne stają się tam również fundamentem
owego idealnego "ustroju nirwanowego" zaprojektowanego
dla ludzi przez samego Boga.
Niestety, zanim ludzie się nauczą ochotniczo
wypracowywać dla siebie nirwanę, najpierw
ktoś musi pokazać im jak to czynić. Pokazania
tego można dokonać na dwa sposoby.
Jednym z nich jest sposób wyjaśniony na stronie o
politycznej partii totalizmu.
Mianowicie, aby go urzeczywistnić partia totalizmu
musi najpierw wygrać wybory.
Jednym zaś z pierwszych posunięć po zdobyciu
władzy byłoby uformowanie przez tą partię właśnie
takich ośrodków w których ludzie uczyliby się
ochotniczo wypracowywać dla siebie nirwanę.
Drugi sposób polega na uformowaniu takiego
ośrodka nauczania nirwany poprzez charytatywną
działalność jakiegoś przemysłowca lub finansisty.
Dlatego, gdyby mi osobiście udało się kiedyś
np. zrealizować któryś ze swoich wynalazków,
np. zbudować fabrykę
ogniw telekinetycznych,
wówczas z całą pewnością starałbym się
ustanowić we Wszewilkach właśnie taki ośrodek
nauczający ochotniczego wypracowywania dla
siebie nirwany.
Aby ochotniczo wypracować dla siebie nirwanę,
konieczne jest ochotnicze wykonywanie ciężkiej
pracy fizycznej której całe wyniki przeznaczane
mają być dla dobra innych ludzi. Tylko bowiem
jeśli wyniki swojej pracy altruistycznie przeznacza
się dla dobra innych ludzi, jest się w stanie
wygenerować w sobie poziom i rodzaj motywacji jakie
są konieczne dla wypracowania nirwany. Dlatego
gdybym to ja organizował we Wszewilkach taki ośrodek
wypracowywania nirwany, wówczas w tym celu
zakupiłbym tam jakieś spore gospodarstwo rolne,
zaś przy byłym historycznym ryneczku Wszewilek
(tj. niedaleko od przystanku opisywanego na tej stronie
autobusu okrężnego) zbudowałbym nowoczesną
kuchnię z czystą i apetycznie wyglądającą jadłodajnią.
Następnie tak zorganizowałbym działanie owego
gospodarstwa rolnego, aby ochotnicy którzy
by tam się zgłaszali aby wypracować dla siebie
nirwanę, zabezpieczali w nim nieustanną produkcję
najróżniejszych smacznych produktów żywnościowych.
Z kolei owa świeża i smaczna żywność produkowana
w owym gospodarstwie byłaby przetwarzana w kuchni
na smacze, pożywne i dobrze balansowane posiłki.
Posiłki te byłyby potem serwowane za darmo w przylegającej
jadłodajni do użytku wszystkich ludzi z całej okolicy.
Każdy więc kto tylko czułby się głodny, lub kto zechciałby
spróbować posiłków przygotowanych w ramach
wypracowywania nirwany, byłby mile goszczony
w owej jadłodajni, oraz traktowany tam poczęstunkiem
tych szczególnie smacznych i pożywnych obiadów
oraz innych posiłków, rozdawanych gratisowo każdemu
kto tylko by do jadłodajni owej zawitał.
Oczywiście, aby ochotnicy pracujący nad swoją
nirwaną byli uwalniani od kłopotów i trosk dzisiejszego
życia, owo gospodarstwo, kuchnia, oraz jadłodajnia,
zaopatrzone byłyby dodatkowo w odpowiednią
infrastrukturę wspomagającą wypracowywanie
nirwany. I tak ochotnicy po przybyciu do owego
ośrodka otrzymywaliby darmowe mieszkanie z
pełnym umeblowaniem. Żywieni byliby darmowymi i
smacznymi posiłkami podawanymi im w owej ośrodkowej
jadłodajni. Ponadto otrzymywaliby za darmo
odzierz, obuwie, narzędzia pracy, urządzenia
rozrywkowe, oraz wszystko inne co byłoby im
potrzebne dla wiedzenia szczęśliwego i spełnionego
życia oraz dla koncentrowania się na wypracowaniu
dla siebie nirwany. Ich pobyt w ośrodku początkowo
byłby akceptowany na jeden rok. W przypadku
jednak kiedy po owym roku tam pobytu faktycznie
dany ochotnik mógłby się wylegitymować wypracowaniem
dla siebie nirwany oraz wysoce moralnym zachowaniem,
pobyt ten mógłby zostać przedłużony
na następny rok, lub nawet na kilka lat.
Część #F:
Odbudujmy historyczny ryneczek Wszewilek:
#F1.
Neo-romański kościółek z oddzielnie stojącą wieżą (m.in. widokową), hotel z restauracją, mall,
oraz muzeum - czyli dzisiejsze odpowiedniki historycznych zabudowań ryneczka dawnych Wszewilek:
Motto:
"Faktyczna i trwała zasobność, stabilność oraz szczęście powrócą do Wszewilek i Milicza, a także do
innych okolicznych miejscowości, dopiero po tym jak Wszewilki odbudują swój historyczny ryneczek."
W okolicach historycznego ryneczka
Wszewilek stały kiedyś aż cztery budowle
publicznego użytku. Było to: (1) stary romański
kościółek z oddzielnie stającą przy nim
wieżą dzwonową, (2) karczma, (3) spichlerz
na zboże, oraz (4) piekarnia. Sam zaś
ryneczek był pustym placem na jakim
niemal każdego wieczora miejscowi rolnicy
odbywali swoje wieczorne spotkania i
pogawędki, który był obszarem cotygodniowych
jarmarków dla sprzedarzy produktów
rolnych, oraz na którym każdego
roku odbywał się powtarzalnie słynny
aż na kilka krajów jarmark koński. To
właśnie na ów słynny jarmark koński
przybył kiedyś do Wszewilek mój
własny dziadek aż z Białorusi. To także
na Wszewilkach jego doskonała znajomość
koni tak urzekła pobliskiego właściciela
ziemskiego, że wynajął on mego dziadka
na swego koniuszego. Obecnie zarówno
w miejscu owego placu-ryneczka, jak i w
miejscach gdzie znajdowały się tamte
budowle publicznego użytku, znajdują
się jedynie głębokie wykopy w ziemi.
Czas więc aby doły te ponownie zasypać
ziemią, oraz aby pobudować nowoczesne
odpowiedniki w miejscach gdzie kiedyś
stały wszystkie owe budowle publicznego
użytku. Wszakże "tylko kiedy dawny ryneczek
Wszewilek zostanie odbudowany, powróci
długoterminowa zamożność, stabilność i
szczęście do mieszkańców całej tej okolicy".
Oczywiście, w dzisiejszych czasach
Wszewilki nie potrzebują już dokładnie
takich samych budynków. Wszakże czasy
karczmy czy śpichlerza na zboże już
dawno minęły. Niemniej na ich miejsce
warto wybudować budynki które będą je
symbolizowały i zastępowały w nowoczesnej
formie. Przykładowo, zamiast dawnej piekarni
warto zbudować cały nowoczesny "mall"
z supermarketem, restauracyjką, cukiernią,
kawiarenką, piekarnią, bankiem, itp. Z kolei
w miejsce śpichlerza warto zbudować
nowoczesne muzeum które będzie uczyło,
zabawiało i przyciągało odwiedzających.
Karczmę warto zastąpić hotelem z własną
restauracją i barem. Jedynie kościółek
ja osobiście widziałbym celowo odbudowany
w stylu "neo-romańskim" - tak aby dokładnie
przypominał on swym wyglądem tamten
historyczny kościół Wszewilek który
kiedyś stał na jego miejscu. (Oczywiście,
po otynkowaniu i upiększeniu nową elewacją
wyglądałby on znacznie atrakcyjniej niż
pokazuje to zdjęcie "Fot. #2" poniżej.) Wszakże
takie odtworzenie dawnego wyglądu owego
kościoła byłoby wysoce symbolicznym
wyrazem zwycięstwa dobra nad owym
złem które przez kilka ostatnich wieków
umęczało wieś Wszewilki, mieszkańców
tej wioski, a także wszystkie inne okoliczne
miejscowści. Szczerze mówiąc mi osobiście
bardzo jest szkoda że NIE wygląda na to
aby odbudowa ryneczku i kościoła Wszewilek
kiedykolwiek została podjęta. Wszakże mój
czas na Ziemi pomału zbliża się do końca,
zaś NIE istnieje inne miejsce na świecie w
którym życzyłbym sobie bardziej spocząć
wraz z żoną niż właśnie przy takim odbudowanym
kościółku z moich rodzinnych Wszewilek.
(Być może to i lepiej - uchroni to wszakże
Wszewilki przed doświadczaniem owych
niezwykłych zjawisk które nieprzerwanie
mają miejsce w moim pobliżu.)
Fot. #2:
Powyższe zdjęcie przytaczam tutaj aby nim
zilustrować jak wyglądał ów prastary kościół
Wszewilek około 1870 roku - tj. na krótko przed
tym zanim jego mury i piwnice zostały rozebrane,
zaś jego gruzy użyte do budowy nasypu pod
tory kolejowe przebiegające potem przez miejsce
jego zlokalizowania. Zdjęcie pokazuje główne
wejście do kościoła ujęte przy obiektywie aparatu
skierowanym z zachodu na wschód. Kościół ten
zbudowany był z nieregularnych brył tajemniczej
tzw. "rudy darniowej" do dzisiaj znajdowanej na
pobliskich łąkach koło koryta rzeki Barycz.
Pochodzenie owego tajemniczego minerału-rudy
prastarej Ziemi Milickiej dyskutowane jest w punkcie #4 strony
Wszewilki.
W jego wnętrzu, wzdłuż ścian, wmurowanych było
kilka płyt nagrobkowych upamiętniających co
szacowniejszych synów Wszewilek. Z kolei z podziemi podobno
wiódł niski tunel aż do jednego z grobów wszewilkowskiego
cmentarza. Początkowo kościół Wszewilek był niską
budowlą w stylu romańskim, zdolną też do wypełnienia
funkcji obronnej. Jednak z czasem poddawany
on był aż kilku przeróbkom i nadbudowaniom
wysokości jego murów. Przeróbki te nieco zmieniły
jego końcowy wygląd, tak że w czasach rozbiórki
jego oryginalny romański styl architektoniczny był
już rozmyty. Na lewo od głównego wejścia, kościół
Wszewilek miał wieżę w dzwonem wiszącym na
rodzaju drewnianej struktury "kozła" (nie uwidocznioną
na tym zdjęciu). Wieża ta NIE posiadała dachu,
tak że dzwon widoczny był od zewnątrz.
Więcej informacji o wszewilkowskim kościele
przytoczone zostało w punkcie #C5 totaliztycznej strony o
kościele Św. Andrzeja Boboli w Miliczu,
a także w punkcie #5 strony o wsi
Wszewilki.
W przypadku gdyby historyczny ryneczek
Wszewilek został pewnego dnia odbudowany,
miałoby to ogromną wymowę moralną.
Oznaczałoby to wszakże zwycięstwo dobra
nad złem, a także odrodzenie się faniksa
z popiołów. Wszakże nastąpiłoby to na przekór
że owe
szatańskie moce
bez przerwy wyniszczają Wszewilki już od kilku
kolejnych stuleci, oraz na przekór że moce te
nie pozostawiły do dzisiaj nawet śladu po
dawnym ryneczku tej wioski.
#F3.
Co, dlaczego, oraz jak powinno zostać zbudowane w celu odbudowy historycznego ryneczka Wszewilek:
Historyczny rynek Wszewilek nie tylko powinien
pełnić funkcję centrum handlowego, kulturalnego,
oraz religijnego Wszewilek, ale także być wizytówką
owej miejscowości. Dlatego cokolwiek tam by się
nie budowało, powinno to być budowane z dużą
doża wyobraźni i pomysłowości. Przykładowo,
albo główny budynek muzeum, albo choćby
tylko wejście do muzeum (tj. jego przedsionek)
proponowałbym zbudować w dokładnym kształcie,
materiałach, wyglądzie, oraz zagospodarowaniu
wnętrza, takiej jakie są albo w wehikule UFO typu
K6, albo też nawet UFO typu K7. (Odnotuj że UFO
typu K7 było nośnikiem bibilijnego raju - tak jak to
wyjaśnione w podrozdziale P6.1 z tomu 13 monografii
[1/4].)
#F4.
"Muzeum darmowej i samoodtwarzającej się energii we Wszewilkach" (lub w Miliczu) - czyli niewielka inwestycja która niezwykłością swoich eksponatów będzie przyciągała tłumy zwiedzających:
Wszewilki (a także Milicz) desperacko
potrzebują tłumów wizytujących. Wszakże
sumy wydawane przez dużą liczbę przyjezdnych
wnosiłyby moc aby gospodarczo ożywić ten
region jaki przecież nie może liczyć na czyjeś
inwestycje przemysłowe. Aby jednak wielu
wizytujących nabyło motywacji aby odwiedzić
tą miejscowość, musi ona zaoferować im
coś atrakcyjnego. Jak jednak narazie, z
owym oferowaniem nie jest najlepiej.
Najszybszym i najtańszym
więc sposobem, aby Wszewilki (lub Milicz)
mogły innym zaoferować coś unikalnego,
jest zbudowanie dużego muzeum które
będzie udostępniało swym zwiedzającym
kolekcje jakie NIE są dostępne w żadnym
innym miejscu na świecie. Wszakże sam
budynek takiego muzeum Wszewilki (lub
Milicz) mogłyby wystawić nawet w czynie
społecznym. Z kolei eksponaty które ja
proponuję tam wystawić, też daje się zdobyć
głównie nakładem miejscowej pracy i
umiejętności, a nie kapitału. W podpunktach
które teraz nastąpią wskażę jakie moim
zdaniem kolekcje mogłyby i powinny być
wystawione w owym muzeum Wszewilek
(lub Milicza) i potem szeroko reklamowane
po świecie.
#F4.1.
Najatrakcyjniejsze eksponaty które przyciągałyby do muzeum tłumy wizytujących to różne wersje konstrukcyjne
urządzeń po łacinie zwanych "perpetum mobile" zaś w dzisiejszych językach nazywane "generatorami darmowej energii":
Istnieją urządzenia, które już udowodniły,
że są w stanie przyciągać tłumy zwiedzających.
Są to tzw. "perpetum mobile", obecnie zwane
"generatorami darmowej energii". Kiedy szwajcarska
komuna religijna o nazwie Methernitha pokazywała
zwiedzającym posiadany przez siebie prototyp
takiego właśnie urządzenia zwanego przez nich
"thesta-distatica", każdego dnia zjeżdżały się tam
tłumy ludzi. Z czasem przyjeżdzających zaczęło
tam przybywać aż tak dużo, że Methernitha nie
była w stanie panować nad sytuacją i zmuszona
została aby przerwać swoje pokazy.
Prototyp podobny do obecnie już znanej
na całym świecie "thesta-distatica" jest
również w stanie wystawić ewentualne
muzeum we Wszewilkach (lub Miliczu).
Tyle tylko, że muzeum to musi samo sobie
prototyp ten zbudować. (Zasada działania
tego urządzenia jest nam już dobrze znana.)
Z uwagi właśnie na ową niezwykłą popularność
urządzeń darmowej energii, moim zdaniem
ewentualne muzeum we Wszewilkach (lub
Miliczu) powinno zgromadzić i pokazywać
już istniejące prototypy tych niezwykłych urządzeń.
Szczególnie, że pierwszy naukowiec na świecie
który miał odwagę aby zająć się naukowymi
badaniami tych niezwykłych urządzeń na przekór
że zostały one zadeklarowane "naukowymi tabu"
jakich nie wolno ani badać ani budować, oraz
który opracował wyjaśnienia dla zasad działania
wielu z nich, wywodzi się właśnie z Wszewilek.
W chwili obecnej istnieją już działające prototypy,
a także znane są zasady działania, dla całego
szeregu takich "generatorów darmowej energii".
Opisy kilku z nich zawarte są na totaliztycznych
totaliztycznych
stronach
free_energy_pl.htm - o telekinetycznych generatorach darmowej energii.
Nowopowstałe muzeum z Wszewilek (lub z
Milicza), mogłoby zakupić prototypy tych z
owych urządzeń, które obecnie daje się już
nabyć, zaś wykonać samemu we własnym
zakresie prototypy tych z owych urządzeń,
których zasada działania jest już znana, jednak
narazie nie daje się zakupić ich prototypów.
Na dodatek do nich, ewentualne muzeum
we Wszewilkach (lub Miliczu) mogłoby też
pokazywać prototypy co bardziej niezwykłych
urządzeń samoodtwarzającej się energii,
np. urządzeń które przechwytują energię
fal morskich, przypływów i odpływów morza,
wiatru, ciśnienia atmosferycznego, słońca,
zmian temperatury, itp., transformując ją na
energię elektryczną, ruch mechaniczny, lub ciepło.
Wylistujmy więc teraz w punktach kolejne z
owych niezwykłych urządzeń których prototypy
mogą i powinny znaleźć się w muzeum z
Wszewilek (lub Milicza). Kolejność zestawień
poszczególnych z takich urządzeń na poniższym
wykazie odpowiada szacunkowej łatwości z jaką
moim zdaniem dałoby się zdobyć działający
prototyp danego urządzenia. Oto one:
(1)
Radio kryształkowe. Było ono pierwszym urządzeniem
darmowej energii produkowanym fabrycznie na Ziemi.
Generowało ono energię dźwięku, nie wymagając
przy tym żadnego zasilania w energię elektryczną.
Jego dokładniejszy opis zawarty jest na stronie
fe_cell_pl.htm - o telekinetycznych bateriach.
Jestem pewien że gotowe radia kryształkowe ciągle
poniewierają się na strychach starych domów Wszewilek.
(2)
Grzałka soniczna
(lub amfora z Pakistanu).
W uproszczonej wersji "grzałki sonicznej", opisywanej
na totaliztycznej stronie
boiler_pl.htm - o szokującej historii telekinetycznej grzałki która bije wszelkie rekordy,
owo urządzenie generowało ciepło zagotowujące wodę,
konsumując nieco energii elektrycznej. Może ono jednak
być też budowane w znacznie udoskonalonej wersji
"amfory z Pakistanu" (też opisanej na w/w stronie
boiler_pl.htm),
w której generuje energię cieplną zagotowującą
strumień omywającej je wody, nie wymagając
zasilania w żadną formę energii.
(3)
Puszka Vidi'ego. Puszka taka typowo jest użyta
w domowych barometrach. Ugina się ona bowiem
w miarę zmiany ciśnienia atmosferycznego. W dawnych
czasach po podłączeniu jej do zmyślnego mechanizmu
używana ona była do napędzania zegarów które NIE
wymagały "nakręcania". Mechanizm taki "nakręcał"
bowiem sprężynę zegara za każdym razem kiedy
ciśnienie atmosferyczne ulegało zmianie w dowolnym
kierunku. Taki zegar nazywany "Atmospheric Clock",
który NIE wymaga "nakręcania" bowiem wiecznie
napędzany jest on omawianą tu "puszką Vidi'ego",
znajduje się m.in. w muzeum zwanym "Clapham's
Clock Museum", z miasteczka Whangarei w Nowej Zelandii.
(4)
Mechaniczne perpetum mobile które obraca się
na zasadzie "efektu Coriolisa" (tj. koło zamachowe
wiecznie napędzane ruchem obrotowym Ziemi).
Jest to po prostu doskonale wyważone i dobrze ułożyskowane
masywne koło zamachowe, którego oś obrotu jest równoległa
do osi obrotu planety Ziemia. Kiedy więc Ziemia obraca
się w swoim dobowym cyklu ruchu obrotowego, takie
masywne koło zamachowe zgodnie z działaniem
tzw. "efektu Coriolisa" pozostaje nieruchome w
odniesieniu do naszego układu słonecznego,
czyli zwolna obraca się w odniesieniu do
Ziemi do której jest ono założyskowane. Koło to
wykonuje jeden pełny obrót na dobę (czyli obrót o
15 stopni co każdą godzinę). Jeśli inercja tego koła
jest sporego rzędu (np. około 1 tony), zaś jego masa
rozmieszczona w pobliżu obwodu dla zmaksymilizowania
jego momentu bezwładności, koło takie może dostarczyć
wystarczającego momentu napędowego który byłby
w stanie napędzać jakiś niewielki generator elektryczności.
Tyle tylko że problem wymagający wówczas technicznego
rozwiązania polega na zbudowaniu przekładni która jeden
obrót na dobę zamieniałaby na wymagane przez taki
generatorek elektryczności co najmniej jeden obrót na
sekundę, czyli która miałaby przełożenie co najmniej
1:86400. Zbudowanie takiej przekładni byłoby więc sporym
wyzwaniem technicznym. Wszakże zwykłe przekładnie
zwielokratniające działające na zasadzie kół zębatych,
przy tak dużym przełożeniu same by się blokowały
własnym tarciem. Z kolei w przekładniach hydraulicznych
ich przecieki przekraczałyby wydajność pompującą.
Opis tego niezwykłego "perpetum mobile" obracającego
się na zasadzie efektu Coriolisa po raz pierwszy był
przytoczony i dyskutowany w lutym 2008 roku, m.in.
na grupie dyskusyjnej
http://groups.google.com/group/pl.sci.fizyka/browse_thread/thread/6f0835cb1d0ac861/5e0d7235dc43c262?lnk=raot#5e0d7235dc43c262.
Ewentualne muzeum we Wszewilkach (lub Miliczu)
mogłoby zamówić sobie zbudowanie takiego koła
zamachowego u miejscowych rzemielśników. Szczególnie
że wymagane do jego budowy już gotowe koła zamachowe
o doskonałym wyważeniu i ułożyskowaniu istniały
kiedyś w dawnych wodociągach z Wszewilek.
(Wodociągi te opisane i zilustrowane są w punkcie #9 strony
wszewilki.htm - o historii i niezwykłościach wsi Wszewilki.)
Z braku zaś tamtych kół zamachowych, do jego budowy dałoby
się także użyć jakiegoś dużego koła ze złomowanej lokomotywy.
Z kolei tylko dla potrzeb wizualnego zademonstrowania w
muzeum że owo perpetum mobile faktycznie działa, wcale
nie byłaby potrzebna przekładnia 1:86400, a wystarczyłaby
przekładnia zwielokratniająca o przełożeniu 1:1440 - która
typowo używana była w dawnych zegarach mechanicznych.
Taka przekładnia zamieniałaby jeden obrót na dobę na jeden
obrót na minutę - czyli połączona z nią wskazówka obracałaby
się z wyraźnie wzrokowo widoczną prędkością rotowania
wskazówki sekundowej w dzisiejszych zegarkach.
Opisywane tutaj mechaniczne perpetum mobile
obracające się na zasadzie efektu Coriolisa miałoby
rewolucyjne znaczenie dla wszystkich oglądających.
Wszakże psychologicznie przełamywałoby ono w nich
tamto błędne i wysoce szkodliwe przekonanie wpojone
ludziom przez dzisiejszą naukę ziemską, a stwierdzające
że "urządzeń perpetum mobile NIE daje się zbudować".
Dowodziłoby ono przecież ilustracyjnie, że jednak daje
się budować perpetum mobile, oraz że po zbudowaniu
urządzenia te faktycznie działają. Z kolei po przełamaniu
w sobie owego błędnego przekonania, ludzie być może
zaczną w końcu eksperymentować z urządzeniami
perpetum mobile działającymi na innych zasadach,
które będą gwarantowały znacznie większość wydajność
energetyczną. Przykładowo, być może zaczną w końcu
budować tzw. "ogniwa telekinetyczne" których zasada
działania i budowa od dawna opisywane są na
totaliztycznych stronach
fe_cell_pl.htm - o bateriach telekinetycznych.
Niniejsze koło zamachowe rotowane wieczyście
efektem Coriolisa znacznie dokładniej niż tutaj
zostało opisane w punkcie #F1 strony internetowej
free_energy_pl.htm - o telekinetycznych generatorach darmowej energii.
(5)
Piramida telepatyczna. Pokazana jest ona na stronie
telepathy_pl.htm - o telepatii i urządzeniach wykorzystujących fale telepatyczne,
a także w podrozdziale N2 z tomu 11 monografii
[1/4].
Pozwala ona na wymianę myśli bez potrzeby bycia
zasilaną w jakąkolwiek energię.
(6)
Wieczna lampka. Jeden z wynalazców eksperymentujących
nad urządzeniami darmowej energii zbudował rodzaj
lampki która świeci nieprzerwanie już od kilku lat, nie
wymagając żadnego zasilania. Narazie lampki owej
nigdzie jeszcze nie opisałem.
(7)
Thesta-distatica. Opisana jest ona na stronie
free_energy_pl.htm - o telekinetycznych generatorach darmowej energii,
a także w podrozdziale K2.3 z tomu 10 monografii
[1/4].
Jej prototyp NIE jest do nabycia. Jednak przy odrobinie
dobrej woli oraz wzajemnej współpracy, dałby się on
zbudować wspólnym wysiłkiem rzemielśników i zakładów
Milicza. Jej dostępność w danym muzeum przyciągałaby
do niej tłumy zwiedzających, jest ona bowiem ogromnie
sławna i to na całym już świecie.
* * *
Oczywiście, aby tym efektywniej przyciągać
zwiedzających, ewentualne muzeum we
Wszewilkach (lub w Miliczu) powinno NIE
tylko posiadać działające prototypy kilku z
wymienionych powyżej generatorów darmowej
energii, ale także każdego dnia o dogodnej
dla zwiedzających godzinie (np. o 17:00)
powinno ono organizować pokazy działania
owych urządzeń.
#F4.2.
Komu kolekcję ornamentalnych świnek - czyli "zbudujcie muzeum a niektóre eksponaty same Was znajdą":
Motto:
"Bez entuzjazmu to nawet świnki nie zabłądzą do Wszewilek."
Komu kolekcję świnek, komu kolekcję
świnek? Mam znajomą o bardzo uczynnym
i prawym charakterze. Jej zdjęcie
i część jej prywatnej kolekcji świnek
można sobie oglądnąć na totaliztycznej
stronie internetowej
pigs_pl.htm - o ornamentalnych świnkach z chińskiego (urodzinowego) zodiaku zwierzęcego.
Znajoma ta jest Chinką która urodziła
sie w tzw. "roku świni". W chińskiej
zaś kulturze znak zodiaku dla roku w
którym ktoś się urodził ma wielkie
znaczenie. Nic więc dziwnego, że
moja znajoma całe swe życie kolekcjonowała
najróżniejsze ornamentalne świnki.
A pochodziła z bogatej rodziny - miała
więc środki do budowania swej kolekcji.
Nawet ja za każdym razem kiedy wiem
że będę ją odwiedzał, kupuję dla niej
coś o kształcie świnki. Jej duże
mieszkanie dosłownie przelewa się
od figurynek, rysunków i wzorów
świnek o najróżniejszym wyglądzie,
zachowaniu i przeznaczeniu. Moim
zdaniem jej prywatna kolekcja świnek -
jeśli nie jest największą w świecie,
to jest jedną z największych w świecie.
Wśród jej kolekcji znajduje się wiele
prawdziwych pereł zodiakowskich świnek.
Przykładowo, ma ona ceremonialne
czajniczki w kształcie świnek,
które używane są podczas chiskich
ceremonii herbaty
(po angielsku "tea ceremony") dla
osób urodzonych w roku świni. Takie
zaś ceremonie to wielkie wydarzenia.
Zawsze odbywają się one z ogromną
pompą przy jakichś wyjątkowo
"auspicious" okazjach. Ja żylem wśród
Chińczyków przez wiele lat, a takie
ceremonie herbaty widziałem jedynie
dwa razy. Moja znajoma ma też
prawdziwą chińską "świnkę fortuny" -
niezwykle rzadki okaz. Tak jakoś
się składa, że moja znajoma chce
całą tą swoją kolekcję świnek darować
(całkowicie za darmo - chociaż
warta jest ona fortunę) jakiemuś
muzeum. Jedynym warunkiem jaki
stawia ona na ową darowiznę jest,
aby muzeum to wystawiło jej
kolekcję na jakiejś stałej wystawie
udostępnionej ludziom do nieustannego
oglądania. Znajoma ta zwróciła się
do mnie abym znalazł dla tej kolekcji
jakieś muzeum chętne do przyjęcia
takiego daru.
Podczas swojej profesury na Wyspie Borneo
w latach 1996 do 1998 mieszkałem w mieście
nazywającym się Kuching. (Jest to stolica
ogromnej prowincji Sarawak z północnego
Borneo.) W miejscowym języku słowo "Kuching"
oznacza "kot", a ściślej intymną nazwę
dla dużego kota - nieco podobną do polskiego
słowa "kotek" (tyle że oznaczającą dużego
kota). Oczywiście, w mieście nazywającym
się "kotek", kotki są praktycznie wszędzie.
Niemal na każdym więc większym skrzyżowaniu
są tam ogromne rzeźby kotów. Najciekawsze
jest jednak
muzeum kotów
zlokalizowane w nowoczesnym budynku
ratusza z północnej części tego miasta
(tj. w tzw. Bukit Sroi z Petra Jaya).
Jest to bardzo duże muzeum w całości
poświęcone najróżniejszym eksponatom i
wystawom kotów. (Podobno największe na
całym świecie.) Znaleźć tam więc można
najróżniejsze figurynki kotów, zdjęcia
kotów w najdziwniejszych pozach i sytuacjach,
reprodukcje słynnych obrazów z kotami,
dowcipy o kotach, filmy o kotach, itd.,
itp. Ja osobiście uważam owo muzeum
kotów z Kuching za jedno z najciekawszych
muzeów jakie odwiedziłem w swoim całym
życiu. Gorąco rekomenduję każdemu kto
będzie przejeżdżał przez owo miasto aby
do niego wstąpił. Muzeum to jest też
ogromnie popularne. Wielu turystów
zjeżdża się do Kuching z całego
świata tylko po to aby zobaczyć tamto
muzeum. Sporo ludzi z całego świata
wysyła też tamtemu muzeum wszelkie ciekawostki
na temat kotów. Przykładowo, ja sam niedawno
w Nowej Zelandii znalazłem bardzo
zabawną reklamę "pałacu masaży" - która
pokazuje jednego kota ubranego w śmieszny
kostium masażysty udzielającego masażu
innemu kotowi z turbanem z ręcznika
na głowie. Już zabezpieczyłem tą reklamę
aby ją przekazać owemu muzeum kotów
podczas mojej następnej wizyty w Kuching.
Pamiętając owo
muzeum kotów z Kuching,
w chwili kiedy moja znajoma zleciła mi
trudną misję znalezienia muzeum dla jej
kolekcji świnek, natychmiast pomyślałem
sobie o polskich miejscowościach zwanych
"Świnki" oraz "Świniary". W Polsce są
bowiem dwie wioski zwane "Świnki", oraz
15 miejscowości zwanych "Świniary".
Niestety, z moich poszukiwań w internecie
wynika, że wszystkie one to niewielkie
wioski od około 10 do 600 mieszkańców.
Żadna więc z tych wiosek prawdopodobnie
nie posiada własnego muzeum, ani zapewne
nie zamierza zafundować sobie muzeum.
Prawdopodobnie więc jedynym miejscem
w Polsce które jest wystarczająco duże
aby posiadać specjalistyczne "muzeum
świnek", w jakim kolekcja ornamentalnych
świnek mojej znajomej mogłaby zostać
wystawiona, jest Świnoujście. Pechowo
jednak, na odległość z przeciwległej
półkuli świata nie jestem w stanie
sprawdzić czy owa miejscowość byłaby
skłonna otworzyć własne muzeum z
obszerną kolekcją świnek. Wszakże
w Polsce panuje opinia, ze jeśli
coś nie reprezentuje części rakiety,
wyrzutni torpedowej, albo dawnej broni,
wówczas nie nadaje się do pokazania
w muzeum.
W związku z prawdopodobnym brakiem
szansy abym znalazł w Polsce miejscowość
zawierającą słowo "swinki" w swej nazwie -
zaś ta przyjęła dar mojej znajomej i
utworzyła dla świnek specjalistyczne
muzeum, mam tutaj propozycję dla
Wszewilek. Propozycja ta stwierdza
co następuje: "Wszewilczanie - zbudujcie
sobie szybko muzeum, a ciekawe eksponaty
do wystawienia same Was znajdą".
Wszakże Wszewilki mogłyby otworzyć
u siebie muzeum poświęcone właśnie
jakiejś tematyce w rodzaju "Muzeum
stworzenia" czy "Muzeum Natury i Człowieka".
W takim muzeum stałoby się poręczne
wystawienie wszelkiego rodzaju
ciekawostek i eksponatów natury,
w rodzaju historii milickiego karpia,
wiedzy na temat pożytecznych stworzonek
zwanych "pająkami" które polują na
wszystko co lata lub co przylatuje na
Ziemię - włączając w to UFOnautów (to na
wypadek gdyby kiedyś Wszewilki-Stawczyk
zostały przemianowane na "Pająkowo"
lub "Pajakville" - tak jak to jest
zasugerowane we wstępie do strony o
wsi Wszewilki),
a także ornamentalnych świnek z chińskiego
urodzinowego zodiaku zwierzęcego. Tyle
że z budową owego muzeum we Wszewilkach
trzebaby się spieszyć, aby z nim zdażyć
zanim moja znajoma rozdysponuje swoją
kolekcję. Między nami mówiąc, to gdyby
we Wszewilkach faktycznie powstało
jakieś muzeum, wówczas ja sam mam
sporą kolekcję monet i banknotów -
które też chętnie bym mu podarował.
(Niektóre z tych monet oryginalnie
pochodzą zresztą z Wszewilek, jako
że znalezione były przeze mnie
właśnie
na Wszewilkach.) Wprawdzie moja kolekcja
monet i banknotów nie jest aż tak
rozległa jak ta wystawiona w muzeum
monet i banknotów prowadzonym przez
Ministerstwo Skarbu i Finansów
Malezji, a zlokalizowanym tuż przy
centralnym placu Kuala Lumpur (gorąco
polecam każdemu odwiedzenie tego muzeum -
aż bowiem zatyka w nim dech; m.in.
wystawia ono niemal wszystkie polskie
monety i banknoty), jednak ciągle
mam kilka ciekawych i rzadkich okazów.
Jestem też pewien, że istnieją
czytelnicy tej strony jacy też
chętnie by się przyłączyli do
wspierania muzeum we Wszewilkach - i
również by mu przekazali swoje kolekcje.
(Czytelnicy mający jakąś prywatną kolekcję
którą byliby skłonni podarować ewentualnemu
muzeum we Wszewilkach - jeśli takie
powstanie, proszeni są o wysłanie mi emaila
informującego jaką kolekcję deklarują.
Ja zaś ich deklarację-informację udostępnię
Wszewilkom.)
Bardzo interesującą inicjatywę zrealizowało
Narodowe Muzeum Nowej Zelandii zwane
Te Papa.
Mianowicie, wyodrębniło ono całą wystawę
poświęconą palmie kokosowej oraz najróżniejszym
produktom jakie z palmy tej się otrzymuje.
(Nowa Zelandia ma klimat podobny do Polski.
Palmy kokosowe w niej więc nie rosną. Jednak
z przyczyn kulturalnych Nowozelandczycy
interesują się żywo palmą kokosową podobnie
jak czynią to Polacy.) Wystawa ta jest oparta
na legendzie z obszaru Pacyfiku, którą opisałem
dokładniej na odrębnej stronie internetowej
fruit_pl.htm - o tropikalnych owocach.
Legenda ta stwierdza, że Bóg dał palmę kokosową
mieszkańcom ubogich wysp koralowych, aby
palma ta zastąpiła sobą wszelkie inne dobra
które otrzymali od Boga mieszkańcy dużych
kontynentów. W rezultacie, niemal żadna inna
roślina na Ziemi nie jest źródłem aż tylu
najróżniejszych produktów co właśnie palma
kokosowa. Podobną wystawę mogłoby więc też
zrealizować muzeum we Wszewilkach. Szczególnie
że wiele produktów palmy kokosowej można
obecnie nabyć w polskich sklepach. (Przykładowo
w Polsce są już dostępne: owoce kokosowe,
margaryna palmowa, mleczko kokosowe i
śmietanka kokosowa, olejki kokosowe, mydła
kokosowe i kosmetyki z kokosów, lekarstwa
z kokosów, koszyki i maty plecione z liści
kokosowych.) Inne zaś eksponaty dla takiej
wystawy, przykładowo próbki liści palmy
kokosowej, przekroje pnia kokosowego, czy
próbki owoców kokosowych w różnych stadiach
rozwoju, ja mógłbym dosłać owemu muzeum.
Mam wszakże do nich dostęp w trakcie moich
licznych podrózy po świecie. Podobnie mógłbym
też dosłać próbki piasku koralowego, korali
oraz najróżniejszych muszli. Często bowiem
bywam na tropikalnych wyspach koralowych.
Ponadto to właśnie przy Nowej Zelandii gdzie
ja mieszkam żyje najpiękniejsza muszla świata -
tj. słynna
paua.
Oczywiście, aby zbudować muzeum we
Wszewilkach (lub Miliczu) konieczny jest
entuzjazm, zapał i pasja. Od czasu zaś
kiedy moje pokolenie opuściło Wszewilki
nawyraźniej z owym entuzjazmem, zapałem
i pasją nie jest tam najlepiej.
#F5.
Jak technicznie zorganizować ustanowienie muzeum we Wszewilkach (lub Miliczu):
Ustanowienie muzeum to prosta sprawa -
jeśli się wie jak do tego należy się
zabrać. A jak to uczynić doskonale nam
wskazuje model od dawna z powodzeniem
stosowany w Nowej Zelandii. Nowa Zelandia
jest bowiem krajem w którym nie tylko
przypada 1000 owiec na jednego mieszkańca,
ale także w którym na każdych
1000 mieszkańców wypada jedno muzeum.
Muzea w Nowej Zelandii znajdują się
nawet w maleńkich wioseczkach. Czasami
wioski te są tak małe, że - jak miejscowi
żartują, "podczas przejeżdżania przez
owe wioski nie wolno mrugnąć, bo się
przeoczy ich istnienie". Jednak ciągle
wioski te będą posiadały własne muzea.
Co ciekawsze, w muzeach tych zawsze jest
pełno interesujących eksponatów. Stąd
kiedy się przez nie przejeżdża warto
do nich zaglądnąć. Z całą pewnością
znajdzie się w nich coś ciekawego
i uczącego. Na dodatek, wstęp do niemal
wszystkich owych muzeów Nowej Zelandii
jest za darmo. Są one bowiem obsługiwane
w czynie społecznym przez miejscowych
entuzjastów. Państwo także przyznaje
spore dotacje na ich cele. Wszakże one
uczą oraz konserwują miejscową kulturę,
zabytki i wiedzę historyczną. (Po muzeach
tych często lokalne szkoły oprowadzają
swoich uczni.) Jednak większość funduszy
i eksponatów owych muzeów pochodzi z
dotacji prywatnych ludzi oraz ze
sprzedaży zwiedzającym miejscowych
pamiątek. Niemal każde takie muzeum ma
też własny kiosk lub sklep z pamiątkami.
Wiele z nich ma nawet własną restaurację.
Jak więc Nowozelandzycy osiągnęli tak
wysokie nasycenie swego kraju muzeami.
Ano każda ich miejscowość, nawet ta
najmniejsza, posiada lokalne stowarzyszenie
miłośników danej miejscowości. Gdyby
więc Wszewilki zechciały powielić u
siebie tamten doskonale działający model
nowozelandzki, wówczas też musiałyby
zacząć od powołania u siebie "Stowarzyszenia
Miłośników Wszewilek", albo też "Klubu
Miłośników Historii Wszewilek". Owe nowozelandzkie
stowarzyszenia miłośników danych miejscowości,
to bezdochodowe organizacje harytatywne.
Jako takie nie muszą one płacić podatków -
chociaż są oficjalnie uznawane jako ciała
prawne i żadna decyzja dotycząca danej
miejscowości nie dokonuje się bez ich
wglądu i konsultacji. To właśnie owe
stowarzyszenia organizują i prowadzą
miejscowe muzea Nowej Zelandii. Muzea
te są też zwykle otwierane i obsługiwane
w czynie społecznym przez członków owych
organizacji.
Kolejną sprawą w powołaniu muzeów Nowej
Zelandii jest budynek w jakim dane
muzeum się mieści. W większości przypadków
budynek taki pochodzi z darowizny. Mianowicie,
jeśli w danej miejscowości istnieje jakiś
budynek który jest opuszczony lub nie ma
właściciela, tak jak np. budynek byłych
wodociągów przy Wszewilkach, wówczas budynek
ten jest darowywany (nieodpłatnie) do
utrzymania i zagospodarowania właśnie
owej miejscowej organizacji miłośników
danej miejscowości. Darującym zwykle
jest albo właściciel opuszczonego budynku -
który np. zapisuje go temu towarzystwu
w testamencie, albo rodzina właściciela,
albo też państwo - jeśli opuszczony budynek
należy do państwa. Po otrzymaniu budynku,
towarzystwo owo zwykle go odnawia i maluje,
wszystko w czynie społecznym, poczym
organizuje w nim właśnie miejscowe
muzeum. W muzeum tym zwykle też otwiera
sklep z pamiątkami, oraz przygotowuje
miejsce swoich spotkań. Jeśli jednak
nie ma w pobliżu takiego budynku,
wówczas owe towarzystwa organizują
budowę budynku muzeum dokonywaną w czynie
społecznym przez wszystkich mieszkańców
danej miejscowości.
Gdyby Wszewilki zdecydowały się kiedyś
zbudować sobie budynek
muzeum w czynie społecznym, wówczas
moim zdaniem najlepszą jego lokalizacją
byłoby pobliże miejsca gdzie obecnie
znajduje się opuszczony i zaniedbany
basen przeciwpożarowy. To bowiem
właśnie przy owym miejscu w przeszłości
znajdowało się historycznie najważniejsze
skrzyżowanie Wszewilek - m.in. z milickim
odgałęzieniem byłego "Bursztynowego Szlaku"
przebiegającego przez ową wieś i potem
wiodącego dalej przez Pomorsko do Gniezna.
W pobliżu też owego miejsca kiedyś zapewne
będzie odchodziła droga (obwodnica) do
Sławoszewic - jakiej zbudowanie proponuję
wcześniejszą częścią tej strony. Zbudowanie
bowiem muzeum właśnie w owym miejscu
byłoby zaczątkiem odbudowy historycznego
ryneczka Wszewilek. Szczególnie że zapewne
już wkrótce tory kolejowe przez Wszewilki
zostaną rozmontowane, zaś całe Wszewilki
będą mogłby się ponownie zjednoczyć i
po wiekach "dzielenia i rządzenia"
wrócić do swojej oryginalnej scalonej
formy.
Część #G:
"Otwarcie sobie okna do szczęścia" - powód dla jakiego każdy chętnie będzie wracał do Wszewilek:
#G1.
We Wszewilkach marzenia się wypełniają - nie
ma więc lepszego miejsca dla wzięcia ślubu:
W pobliżu Wszewilek znajduje się silny czakram
energetyczny Ziemi - tak jak to wyjaśnione
na odrębnej stronie o
Wszewilkach.
Z powodu tego czakramu, Wszewilki są
sprawdzonym w działaniu miejscem gdzie
marzenia się wypełniają. Jeśli więc ktoś
czyni w swoim życiu coś czego powodzenie
zależy właśnie od wypełnienia się marzeń,
wówczas radziłbym tego dokonać właśnie
we Wszewilkach. Przykładowo, radziłbym
brać ślub we Wszewilkach, lub choćby spędzić
tam swój miodowy miesiąc.
#G2.
Nasączmy się optymizmem Wszewilek -
warto tam śledzić drogę od upadku do szczęścia:
Mieszkańcy Wszewilek, tak jak ich pamiętam,
są wysoce optymistyczni. Warto więc spędzić
wśród nich jakiś czas aby nasączyć się ich
optymizmem. Z kolei ich optimizm pomoże
nam potem osiągać własne sukcesy w życiu.
Wszewilki są bardzo szczególnym miejscem.
Wszakże są one kolebką filozofii
totalizmu.
Warto więc obserwować i fotograficznie dokumentować
jak będą się dalej toczyły losy tej niezwykłej
miejscowości.
#G3.
Wykorzystajmy czakram, grawitację i powietrze Wszewilek
aby zakosztować snów jakie ożywiają i stabilizują:
Jest coś niezwykłego w powietrzu, czakramie,
czy grawitacji Wszewilek. Powoduje to że
nocami spi się tam wyjątkowo dobrze, oraz
że nocny wypoczynek jest tam szczególnie
ożywiający i komfortujący. Szczerze mówiąc,
to w swoich licznych podróżach po świecie
nie spotkałem jeszcze innego miejsca w
którym by się spało nawet lepiej niż we
Wszewilkach. Jedyne miejsce na świecie,
w którym z jakichś powodów wypoczynek
nocny jest równie efektywny i przywracający
energię jak wypoczynek nocny we
Wszewilkach, są Błonie pod Warszawą.
(Ciekawe co wspólnego ze sobą mają
obie te miejscowości.) Dlatego osobiście
każdemu radzę, że jeśli ma ku temu
okazję aby zatrzymał się na kilka nocy
właśnie we Wszewilkach i doświadczył
osobiście jak wspaniale się tam śpi.
Trzeba tylko pamiętać, że aby doświadczyć
całej wspaniałości snu, trzeba się tam
zatrzymać na więcej niż jedną noc.
Pierwszej bowiem nocy po przyjeździe
możemy być ciągle nienawykli do łóżka
jakie nam tam będzie zaoferowane.
Część #H:
"Organiczne rolnictwo" - czyli powrót Wszewilek do zdrowych tradycji:
#H1.
Dlaczego wszyscy rolnicy Wszewilek powinny
powrócić do zasad "organicznego rolnictwa":
Dosłownie od tysiąca już lat rolnicy Wszewilek
gospodarowali w sposób który obecnie opisywany
jest modną nazwą "organiczny". Znaczy nie
używali oni ani nawozów sztucznych, ani
pestycydów, ani żadnych innych chemikalii
czy inżynierii genetycznej. Osobiście też
pamiętam, że tak na Wszewilkach wszyscy
gospodarowali ciągle nawet i już w moich czasach.
Należy więc dołożyć wszelkich starań, aby
owa odwieczna tradycja "organicznego
rolnictwa" kultywowana była nadal we
Wszewilkach. Wszakże leży ona w
wielowiekowej historii owej wsi. Każdy
też kto zechce nabywać produkty
organicznego rolnictwa powinien być
w stanie przybyć do Wszewilek i nabyć
je od dowolnego z tamtejszych rolników.
#H2.
Stworzenie unikalnej "brand name" dla produktów rolnych z Wszewilek -
nazywając je "Wszewilki":
"Szlachectwo zobowiązuje". Wszystko co
wywodzi się z Wszewilek ma moralny
obowiązek aby być najwyższej jakości.
Wszakże Wszewilki to kolebka
totalizmu.
Totalizm zaś nie uznaje ani nie toleruje
tandety, braków, oszustwa, itp. Dlatego
osobiście sugeruję, aby na wszystko co
nosi na sobie nazwę Wszewilki miało
ochotniczo nałożony najwyższe z możliwych
wymogi jakościowe.
Część #I:
Blisko do natury - a więc i blisko do
Boga.
W harmonii z naturą - a więc i w harmonii z Bogiem:
#I1.
Dlaczego Wszewilki są miejscem gdzie ludzie kontaktują się z naturą:
Z jakichś powodów Wszewilki są jak rodzaj
naturalnego "Domu Bożego" istniejącego bez zabudowań.
W naturze owej wioski panuje bowiem jakaś
unikalna atmosfere niemal świętości. Czuje
się tam niemal tak jakby obok nas przechadzał
się osobiście sam
Bóg.
Przy okazji najbliższego pobytu we Wszewilkach
proponuję przez chwilę wsłuchać się we własne
doznania aby odebrać obecność owej niezwykłej
atmosfery.
W wielu miejscach na świecie istnieją święte
źródła. Jeśli ktoś napije się z nich wody, jego
życzenia mogą zostać cudownie wypełnione
przez samego
Boga.
We Wszewilkach rolę takiego świętego źródła
wypełnia tamtejsze powietrze. Jeśli powietrzem
tym się pooddycha, wówczas nasze silne życzenia
i marzenia również cudownie mogą zostać wypełnione.
Część #J:
Tajemniczy wgląd do przyszłości - czyli jak moja rodzinna wieś faktycznie będzie wyglądała:
#J1.
Nasze życzenia a rzeczywistość - czyli NIE wszystko się spełni co opisane na tej stronie:
Każdy z nas zna jakiś fragment przeszłości
którą już przeżył. Jednak tylko ogromnie
nielicznym ludziom dane było poznać jakiś
fragment dalekiej przyszłości. Ja jestem jednym
z owych ogromnie nielicznych ludzi którzy
dostąpili tego zaszczytu. Niezwykłość tej mojej
wizyty w przyszłości polega na tym że ja jestem
naukowcem który właśnie bada działanie czasu.
Mogłem więc NIE tylko widzieć, ale i rozumieć.
Poniżej opiszę tak to się stało i co zobaczyłem
w dalekiej przyszłości.
Na swoje 63 urodziny w 2009 roku otrzymałem
niezwykły prezent od jakiejś tajemniczej mocy.
Mianowicie pourodzinowej nocy zabrany
zostałem na wizytę do Wszewilek-Stawczyka
z dalekiej przyszłości (czyli do wioski w której
się urodziłem). Mogłem więc na własne oczy
się przekonać jaka proporcja z opisywanych na tej
stronie moich projektów dla Wszewilek-Stawczyka,
faktycznie zostanie wdrożona w życie. Muszę tutaj przyznać
że częściowo wówczas się rozczarowałem - tylko
niektóre z projektów i idei jakie opisałem na tej stronie
faktycznie zostaną wdrożone w przyszłości. Jak więc
zwykle, rzeczywistość okaże się NIE we wszystkim zgodna
z życzeniami. Przykładowo, owe szkaradne doły
na miejscu byłego historycznego ryneczka Wszewilek
nigdy nie zostaną zasypane, zaś ów ryneczek
nigdy NIE będzie już odbudowany. Mój Przewodnik
po przyszłości mi powiedział, że zasypanie tych
dołów uznane zostanie za nieekonomiczne, zaś
odbudowanie ryneczka w tym miejscu uważane
będzie za nieuzasadnione przyszłą funkcją i umiejscowieniem
osiedla Wszewilki-Stawczyk. Dlatego owe doły
będą jedynie upiększone i wykorzystane poprzez
posadzenie w nich maskującego je lasu-parku. Podobnie
we Wszewilkach nigdy NIE zostanie już odbudowany
dawny kościółek. Mój Przewodnik mi powiedział
że jeśli ktoś zechce odwiedzić kościół wówczas
w dobie doskonałych środków transportowych
okazuje się bardziej racjonalne wybranie się do
kościoła w Miliczu. Na szczęście kilka innych z
projektów opisanych na tej stronie będzie jednak
w przyszłości urzeczywistnione we Wszewilkach-Stawczyku.
Opiszę je w tej części strony. Jednak zanim
rozpocznę ich omówienie najpierw kilka słów
informacji o owej mojej pourodzinowej wizycie
we Wszewilkach-Stawczyku z dalekiej przyszłości.
#J2.
Mój sen czy wgląd do przyszłości - czyli dziwna tajemnica tego co mi pokazano:
Z moich badań naukowych nad podróżowaniem
przez czas (opisanych m.in. na stronie
immortality_pl.htm)
jest doskonale wiadomo, że przeniesienie się
ciałem do dalekiej przyszłości jest technicznie
możliwe. Możliwe jest bowiem zbudowanie tzw.
wehikułów czasu.
Jednocześnie z innych moich badań nad naturą
i cechami ludzkiej duszy (opisanych m.in. na stronie
soul_proof_pl.htm)
jest mi też wiadomo, że dusza ludzka posiada
wiele nadprzyrodzonych możliwości które m.in.
obejmują również jej zdolność do przenoszenia
nas do dalekiej przyszłości lub przeszłości.
Chociaż więc osobiście NIE jestem w stanie
ustalić którym z owych dwóch odmiennych
sposobów przemieszczenia mnie w daleką przyszłość
zostałem obdarowany w urodzinowym prezencie
z 2009 roku, wiem że z całą pewnością odwiedziłem
swoją rodzinną wieś w dalekiej przyszłości. Na
własne tez oczy widziałem jak wieś ta będzie
wówczas wyglądała.
Moja podróż w przyszłość miała miejsce w trakcie
nowozelandzkiej nocy (we Wszewikach-Stawczyku
był wówczas piękny, słoneczny, ciepły, letni dzień).
Doskonale wiedziałem że jestem zabrany na wizytę
w przyszłość. Tyle że NIE poinformowano mnie do
jakiego konkretnie roku czy czasu. Podróż ta była
ogromnie tajemnicza i wieloznaczna. Technicznie
można by ją uważać za "sen". Jednak odnotowałem
w niej cały szereg cech które wszystkie zaprzeczały
iż mogła ona być tylko "snem". Przykładowo, sny
zawsze zdarzają się albo "teraz" albo w "przeszłości".
Tym zaś razem ja dokładnie wiedziałem że zabrany
byłem w daleką przyszłość do której fizycznie wcale
NIE dożyję. W normalnym śnie zawsze też od razu
jesteśmy "na miejscu" zdarzeń. Tymczasem na moją
wizytę we Wszewilkach przyszłości musiałem najpierw
przelecieć z Nowej Zelandii, początkowo przez morze
(wodę) a potem przez ląd, bardzo dziwnym i ogromnie
szybkim wehikułem. Typowy sen kończy się
przebudzeniem i typowo szybko się go zapomina.
Moja zaś wizyta we Wszewilkach przyszłości
kończyła się powrotnym przelotem do Nowej Zelandii po
którym spałem jeszcze przez długi czas - jednak już bez
snu. Podróż ta utkwiła mi też w pamięci na zawsze.
Faktycznie też czuło się ją jak rzeczywiste zdarzenie.
Przykładowo, podczas opisanego tu wizytowania rodzinnej
wsi wyraźnie czułem gorąco słońca, powiew wiatru, a
nawet zapach wody - w normalnych snach nic takiego
się NIE czuje. Oglądałem też stan rzeczy który później
po analizie okazał się całkowicie logiczny, jednak
którego ja sam nigdy tak bym sobie NIE wymyślił ani nie
zaplanował (np. zbudowanie kolejnego głębokiego stawu
gromadzącego wodę tuż na obrzeżu wsi, czy budowa
osiedla w obrębie lasu). Wyraźnie też słyszałem
rozmowy mieszkańców - chociaż nikt z ludzi koło
których przechodziliśmy NIE zwracał uwagi na naszą
obecność - tak jakbyśmy my byli dla innych niewidzialni.
Ponadto w wyprawie do przyszłości towarzyszył mi
"Przewodnik". Nie wiem kim on był ani jak wyglądał,
bowiem przez cały czas trzymał się on dokładnie za
mną i jedynie komentował na głos to co ja z uwagą
sobie oglądałem. Wiem jednak że miał męski głos,
bardzo przyjemny w brzmieniu, oraz że miałem
odczucie iż jest on mi bliski i doskonale go znam -
tak jakby był członkiem mojej rodziny. Nie mam
pojęcia jak daleko w przyszłość wybiegliśmy.
Jednak po grubości drzew które NIE istniały
w moich czasach, a także po architekturze,
ubiorach, oraz po odmiennym akcencie i słownictwie
zasłyszanych rozmów, posądzam że było to sporo
czasu w przyszłość, co najmniej 50, a być może
nawet z 250 lat do przodu.
#J3.
Jak więc w moim wglądzie do przyszłości wyglądała wieś w której się urodziłem:
Po przelocie do przyszłości najpierw znalazłem
się na owej starej (w moich czasach
piaszczystej) drodze przez za-torową część
Wszewilek-Stawczyka, niedaleko od domów
które w moich czasach zamieszkiwane były
przez rodziny naszych sąsiadów, Dajczmanów
i Krzyżosiaków. Zresztą cała moja wizyta
w przyszłość ograniczyła się do spaceru
wzdłuż tej prostej jak strzała drogi. Droga ta
okazała się być w przyszłości rodzajem jakby
miejskiej ulicy z pięknymi chodnikami po obu
jej bokach i równiutkiej jak stół, jakby
wyasfaltowanej jezdni. Od razu uderzyła
mnie liczba dużych, dorodnych drzew
najróżniejszych gatunków (nie-owocowych)
jakie rosły w kilkudziesięcio-metrowych
odstępach od siebie w każdym miejscu
nie zajętym przez budynki lub przez drogę.
W moich czasach drzew tam NIE było, zaś
aby wyrosnąć do takiej grubości drzewa
te musiały liczyć jakieś 50 do 100 lat. To
zaś znaczyło że odwiedzałem przyszłość
odległą o co najmniej 50 lat od moich czasów.
W miejscu w którym się znaleźliśmy umiejscowiony
był przystanek autobusu okrężnego, na jakim
właśnie czekała grupka głośno rozmawiających
i śmiejących się nastolatków. Akcent ich polszczyzny
był odmienny od tego jaki pamiętałem, zaś
zdania były bardzo krótkie - typowo zawierały tylko
po 3 lub 4 słowa. Za to wiele słów było nowych -
jakich znaczenia ja nie znałem. Pomyślałem że
SMSy z moich czasów najwyraźniej zmieniły język
Polaków przyszłości. Daleko na owej prostej drodze,
w okolicach przedwojennej spalonej leśniczówki, widziałem
najeżdżający duży czerwony autobus. Mój Przewodnik
powiedział że przybywa on z Milicza, tyle że okrąża
tutaj całe osiedle naokoło. Kiedy autobus zatrzymał się
na przystanku przy którym staliśmy z Przewodnikiem,
większość czekającej młodzieży wsiadła do niego
i weszła na górny pokład, machając na pożegnanie
i wykrzykując żarty do kilku najwyraźniej miejscowych
chłopców i dziewcząt którzy pozostali na chodniku.
Autobus ruszył, zaś mój Przewodnik mi powiedział,
że jest to właśnie ów okrężny autobus do Milicza,
którego powołanie ja zaproponowałem. Napęd
autobusu był bezgłośny, pomyślałem więc że
musi być elektryczny. Jednak autobus miał
normalne koła i opony, wcale też NIE unosił się
w powietrzu - tak jak to pokazują futurystyczne
filmy. Zaraz za przystankiem przy którym staliśmy
owa nowa asfaltowa droga skręcała ku Sławoszewicom,
ku którym najwyraźniej pojechał ten autobus zanim
potem udał się do Milicza. Sam autobus był
dziwnej konstrukcji - nigdy takiego w Polsce
NIE widziałem. Miał dwa pokłady - tak jak
autobusy w Londynie. Jednak tylko dolny
pokład miał dach - górny pokład miał siedzenia
na wolnym powietrzu, zaś pasażerów utrzymywał
w jego obrębie tylko rodzaj barierki do wysokości
ich pasa. To z tego górnego pokładu odjeżdżające
nastolatki machały rękami i wykrzykiwały pożegnania
do swoich miejscowych odprowadzających. Autobus
był trochę podobny do jelczańskiego Berlieta jakiego
pamiętam z moich czasów - tyle że jakby z dobudowanym
drugim pokładem.
Oglądając się za odjeżdżającym autobusem
odnotowałem że owa dziura po drugiej stronie
torów ciągle tam istnieje - tyle że jest rzadko
porośnięta starymi, grubymi drzewami. Wyglądała
mi tak jakby był tam niewielki park. Pomiędzy
drzewami widziałem tam ławki, a także coś jakby
duży pomnik.
Ruszyłem wzdłuż owej jakby asfaltowej, prostej
jak strzała i równej jak stół drogi. Przewodnik
podążał za mną. Po obu stronach drogi stały
piękne "szklane domy". Były innej konstrukcji niż
domy jakie ja tam pamiętam. Przykładowo wcale
nie miały odrębnych okien, za to całe ich ściany
boczne były z przeźroczystego jakby "zadymionego"
szkła czy plastyku - podobnego do "zadymionego"
szkła jakie w dzisiejszych czasach używa się w
drogich samochodach. Stopień owego zadymienia
ścian domów był różny dla poszczególnych domów,
a nawet odmienny dla indywidualnych pomieszczeń.
Tam gdzie zadymienie było niewielkie, przez ściany
widać było ludzi w środku domów. Faktycznie to
wszędzie było sporo ludzi - zarówno w domach jak
i na chodnikach. Liczba tych ludzi bardziej pasowała
mi do Milicza z moich czasów, niż do wsi którą
pamiętam z dzieciństwa. Chodnik był równy i wyłożony
jakimiś tłumiącymi tupanie choć sztywnymi płytkami
jakby z masy plastycznej o miękkiej powierzchni
(sama ulica była jakby asfaltowa). Uderzyło mnie
że nigdzie NIE widać słupów ani sieci elektrycznej
czy telefonicznej. Mój Przewodnik powiedział że
oni używają już inny system niż ten który ja pamiętam -
jednak NIE wyjaśnił mi na czym ów nowy system polega.
Na dachu każdego domu widać było jakąś konstrukcję
podobną do dużej chłodnicy samochodu - najwyraźniej była
ona częścią składową tego przyszłościowego systemu.
Kiedy doszliśmy do początka lasu który kiedyś
zaczynał się poza Wszewilkami-Stawczykiem,
z szokiem odnotowałem, że duży fragment tego
lasu faktycznie jest już osiedlem pełnym owych
nowoczesnych "szklanych domów" z jakby wyasfaltowanymi
drogami dojazdowymi. Jednak grube, stare drzewa
dawnego lasu ciągle tam rosły - tyle że rzadziej
i w większych odstępach od siebie niż w czasach
które ja pamiętam. Przewodnik poinformował,
że ów dawny las obecnie jest głównym osiedlem
Wszewilek-Stawczyka, i że to w nim mieszka
teraz większość ludności tej wioski. Moje zdziwienie,
że jest tak dużo starych drzew pomiędzy domami,
Przewodnik skomentował że taka teraz zasada,
aby nowe osiedla budować w lesie, zaś pomiędzy
domami w starych osiedlach sadzić lasy - bo to
naturalne i zdrowe. Jak wówczas odkryłem, w
przyszłości całe centrum handlowe i kulturalne,
a także większość domów mieszkalnych Wszewilek-Stawczyka,
przeniesie się do owego nowego osiedla, które
będzie wydzielone na terenie uprzedniego lasu
w obszarze począwszy od dawnych zabudowań tej wsi, aż
do owej drogi która kiedyś wiodła z tzw. "pierwszego
stawku" do spalonej przedwojennej leśniczówki.
Sama droga która kiedyś przebiegała od owego
stawku do leśniczówki będzie wtedy już wyasfaltowana
i zaopatrzona w chodniki. Będzie po niej kursował
autobus okrężny z Milicza, oraz będzie ona granicą
przyszłego osiedla mieszkaniowego z Wszewilek-Stawczyka.
W samym środku owego osiedla zobaczyłem
ogromną budowlę. Jej rozmiar był zbliżony do
wielkości Hali Ludowej we Wrocławiu. W czasie
naszej wizyty budowla ta była jednak ciągle
w trakcie budowy. Tylko do około połowy swej
wysokości miała już ściany boczne, zaś
w jej górnej części ciągłe widziałem odkryte
betonowe łukowate belki formujące jej szkielet nośny.
Pracowało przy niej sporo robotników i maszyn - aż
mnie to zdziwiło, jako że było ich więcej niż wierzyłem
że wynosi cała populacja Wszewilek-Stawczyka
(tak jak ja ją pamiętam). Zaszokował mnie kształt
owej budowli. Była bowiem nieco podobna do Opery
z Sydney, tyle że jej kształt przepominal sobą nie
"muszle", a całe "jajko" stojące na ziemi grubszym
ze swoich końców podczas gdy jego oś centralna
jest ustawiona pionowo. Jest zaś mi wiadomo, że
takiego pionowo stojącego i całego "jajka" nigdzie
dotąd NIE zbudowano na świecie. Wprawdzie istnieją
budowle zwane "jajkiem" - przykładowo "China's
National Centre for the Performing Arts" - czyli
Narodowe Centrum Sztuk w Beijing, Chiny (zdjęcie
i opisy tego "jajka" z Chin zawarte są m.in. w artykule
" 'Egg' hatches new cultural revolution" - czyli
" 'Jajko' wykluwa nową rewolucję kulturalną",
ze strony B8 nowozelandzkiej gazety
Weekend Herald,
wydanie datowane w sobotę, May 30, 2009).
Ale typowo mają one kształt tylko "połowy jajka"
tak leżącego aby jego oś centralna przebiegała
poziomo wzdłuż Ziemi. Mój Przewodnik potwierdził
jednak moje zdziwienie. Tak, powiedział, faktycznie
jest ona zaprojektowana na kształt pionowo stojącego
jajka. Chodzi bowiem o to, że ów kształt jest symbolem
rodzącego się życia i nowego początku. Kształt
jajka jest więc jak-najbardziej odpowiedni dla
funkcji którą ta budowla ma wypełniać. Spytałem
więc jaka to funkcja. Aaa - tego narazie ci nie
wyjaśnię bo ma to być niespodzianka dla ciebie,
odpowiedział mój Przewodnik. Kiedy budynek
ten będzie już gotowy, wówczas ponownie
z tobą go odwiedzę i będziesz mógł dokładnie
go sobie pooglądać w środku. Mnie już wtedy
nie będzie - pomyślałem. Będziesz - tyle że
w odmiennej formie, uspokoił mnie Przewodnik.
Odwiedzisz wówczas tą budowlę, bo będzie
ona właśnie tym czego zawsze pragnąłeś aby
powstało to we Wszewilkach-Stawczyku. Powyższe
wyjaśnienie Przewodnika tylko mnie mocniej
zaintrygowało. Znaczyło bowiem że owa ogromna
budowla NIE mogła być np. halą sportową - jako
że ja NIE cierpię sportów wyczynowych ponieważ
wywyższają one ciało ponad umysł. Nigdy też NIE
chciałem widzieć we Wszewilkach żadnej hali
sportowej (zresztą kształt owej budowli był całkowicie
nieodpowiedni dla hali sportowej). Spróbowałem
więc okrężnie wysondować czy budowla ta
będzie muzeum - wszakże o muzeum też
marzyłem dla Wszewilek. Jeśli ma to być muzeum,
wówczas ja sugerowałem aby zbudować je na kształt
Magnokraftu -
ponowiłem swoje sondowanie. Nie, to nie będzie
muzeum w tobie znanej definicji muzeów - Przewodnik
odpowiedział mi dosyć zagadkowo.
W swoim zwiedzaniu doszliśmy do miejsca w
którym przed wojną stała leśniczówka - spalona
zaraz po wojnie. Miejsce to doskonale znałem
bo w czasach młodości zawsze tam odpoczywaliśmy
pod lipami w naszych poszukiwaniach stonki ziemniaczanej.
Ponownie zostałem zaszokowany. W miejscu
tym bowiem lip już NIE było. Za to była tam
duża przystań-pomost bez dachu zbudowana
nad brzegiem jakby jeziora, zaś druga przystań-pomost
(już z dachem) była właśnie w trakcie budowy.
Niedaleko od owej przystani, tam gdzie kiedyś
stała spalona leśniczówka, teraz stał wielopiętrowy
wieżowiec. Ten wieżowiec to hotel dla turystów
i przyjezdnych - wyjaśnił mój Przewodnik. Zaś
owa przystań to ośrodek wodnych rozrywek i
odpoczynku. Zjeżdżają się do niego zarówno turyści
jak i mieszkańcy Milicza i okolic, a nawet wielu
Wrocławian. Położony jest on wszakże nad
nowym głębokim stawem który został zbudowany
na obrzeżu wsi - tak aby zalać uprzednie
okoliczne łąki i zamienić je w rodzaj ogromnego
sztucznego jeziora dla wodnych rozrywek i aktywności.
Kiedy przyglądnąłem się owemu nieznanemu
mi nowemu stawowi, wówczas odnotowałem
że faktycznie był on pełem kajaków, rowerów
wodnych, żaglówek, skuterów wodnych, oraz
motorówek ciągnących narty wodne. Jego
brzegi niemal przylegające do tyłu domów
Wszewilek-Stawczyka miały długą plażę na
której widać było siedzących lub spacerujących
ludzi. Wszędzie było sporo ludzi, zaś atmosfera
tego letniego dnia była podobna do tej którą znam
z podmiejskich letniskowych miejsc wypoczynkowych.
Czas wracać - stwierdził mój Przewodnik. Rozglądnąłem
się po raz ostatni po przyszłościowym krajobrazie
znanej mi w dzieciństwa wsi rodzinnej. Chociaż w
moich marzeniach wieś ta miała się stać ośrodkiem
innowacyjnego przemysłu oraz miejscem
kultywowania tradycji i pamięci, w rzeczywistości
stała się ona osiedlem mieszkalnym i ośrodkiem
rozrywkowo-wypoczynkowo-kulturalnym.
Wyglądała jednak na szczęśliwe i tętniące życiem
miejsce - taką zaś ja chciałem aby się stała. Chociaż
więc przyszłość nie urzeczywistniła wszystkich
moich projektów, to co przyniosła ciągle było
zgodne z moimi intencjami.
#J4.
Filozoficzne następstwa wglądów do przyszłości:
W dzisiejszych czasach nie daje się rozstrzygnąć,
czy mój wgląd do przyszłości opisany powyżej
był faktyczną wizytą w przyszłych Wszewilkach-Stawczyku,
czy też był jedynie rodzajem mojego "snu". Wszakże
aby to sprawdzić, ktoś musi dożyć do czasu w
którym moja wizyta miała miejsce. Jednak fakt
że ludzie mogą zobaczyć przyszłość daje się
potwierdzić już obecnie na przykładach innych
podobnych wizyt odbywanych przez odmiennych
ludzi. Najbardziej znanym przykładem takich osób
jest Nostradamus. Jednak
praktycznie każda poprawna przepowiednia jaka z czasem się sprawdza,
zaczyna się od czyjejś wizyty w przyszłości. To zaś
oznacza, że w rzeczywistości przyszłość jest już
obecnie równie zdefiniowana i klarowna, jak teraźniejszość.
Tyle tylko, że dla istotnych powodów, w interesie
Boga
wcale NIE leży ujawnianie przyszłości każdemu.
Fakt że przyszłość już obecnie jest zdefiniowana
i klarowna, wprowadza cały szereg implikacji
natury filozoficznej. Warto sobie zdawać sprawę
przynajmniej z części owych implikacji, bowiem
nadają one zupełnie inny sens naszemu życiu.
Przeglądnijmy więc teraz przynajmniej najważniejsze
z nich. Oto one:
(1) Przebieg naszego życia jest po prostu realizacją
rodzaju naturalnego programu zwanego "programem
życia i losu". Ten "program naszego życia i losu"
opisany jest dokładniej na stronie
soul_proof_pl.htm - o naukowych dowodach na istnienie duszy.
Z kolei wizualnym dowodem - który każdy może sam sobie
sprawdzić, że faktycznie nasze życie polega na realizacji
tego "programu naszego życia i losu" rozkaz-po-rozkazie
jest dowód na skokowy upływ naszego czasu (dowód
ten wskazany jest w punkcie #D1 na stronie
immortality_pl.htm - o przedłużaniu życia w nieskończoność poprzez powtarzalne cofanie naszego czasu do lat młodości).
(2) Wszystko co nas spotyka, jest od dawna z góry
zaprogramowane w naszym "programie życia i losu".
Innymi słowy, my ludzie mamy jedynie wpływ na to
"jak" przebiegało będzie to co ma się stać, natomiast
NIE mamy wpływu na to "co" się stanie w przyszłości.
(Chociaż egzekwując swoją "wolną wolę" zawsze
zmieniamy program tego co nam samym się przydarzy.)
Owa nieuchronność tego co ma się stać w przyszłości
odbierana z ludzkiego punktu widzenia jej następstw,
nazywana jest "losem", "przeznaczeniem", itp. Natomiast
softwarowy mechanizm który egzekwuje zaistnienie owego
"losu", "przeznaczenia", itp., a stąd który wyjaśnia nam
jak faktycznie czas działa, nazywany jest "przestrzenią
czasową" - po opis tej przestrzeni patrz punkt #G4 strony
dipolar_gravity_pl.htm.
(3) Softwarowy mechanizm zwany "przestrzenią czasową"
umożliwia aby cała przyszłość była już dawno zaprogramowana,
jednocześnie zaś aby ludzie utrzymywali swoją tzw. "wolną wolę".
Wielu badaczy którzy dokonują filozoficznych analiz,
NIE może zrozumieć w jaki sposób jest możliwe aby
przyszłość była zaprogramowana już od początka
czasów, a jednocześnie aby ludzie mieli tzw. "wolną wolę".
Badacze ci wierzą, że gdyby przykładowo matka
Hitlera uczyniła użytek ze swojej "wolnej woli" i zakochała
się w kimś zupełnie innym, wówczas Hitler wcale by się
nie urodził zaś drugiej wojny światowej nigdy by NIE było.
To właśnie z powodu owego braku zrozumienia dla
softwarowego mechanizmu działania czasu wynika
twierdzenie niektórych osób, że tylko przeszłość jest
klarowna, zaś przyszłość musi się dopiero wyklarować.
Tymczasem rzeczywistość jest taka, że istnieje softwarowy
twór zwany "przestrzenią czasową", w którym od początku
czasów istnieją softwarowe konstrukcje wszystkiego
co kiedykolwiek istniało lub zaistnieje w całym wszechświecie.
Każda ze składowych tej "przestrzeni czasowej" jest
zaprogramowana jako niezależna jednostka (albo "obiekt"),
która daje się w całości przenosić do najróżniejszych miejsc
owej "przestrzeni czasowej" (tj. jest zaprogramowana w sposób
który w Informatyce nazywa się OOP - tj. "Object-Oriented
Programming" czyli "programowanie zorientowane objektowo").
Ludzka zaś tzw. "wolna wola" polega właśnie na przenoszeniu
takich indywidualnych jednostek ("obiektów") do odmiennych
miejsc "przestrzeni czasowej". Stąd wszystko co ma się stać
w przyszłości, z całą pewnością się stanie - tyle że może
nosić odmienne nazwy i odmienne tło. Innymi słowy,
gdyby matka Hitlera zakochała się w kimś innym lub
np. wcale nie miała dzieci, Hitler ciągle by się urodził -
tyle że w odmiennej rodzinie np. "Histerów". Druga wojna
światowa ciągle więc by zaistniała, tyle że zamiast Hitlera,
spowodował by ją ktoś, kogo Nostradamus nazywał "Hister",
a kto faktycznie miałby
duszę i losy Hitlera -
tyle że urodziłby się i wyrósłby w odmiennej rodzinie. Owa
przenośność i niezależność indywidualnych składowych ("obiektów")
"przestrzeni czasowej" pozwala więc aby wszystkie czasy
wszechświata istniały już z góry zaprogramowane od samego
początku czasu (czyli aby zarówno przeszłość jak i przyszłość
były zawsze klarowne i znane), jednocześnie zaś aby ludzie ciągle mieli
wolną wolę
i ciągle mogli kształtować swoje własne życie jak tylko zechcą.
(4) Softwarowa "przestrzeń czasowa" pozwala również
aby podróżować przez czas i zmieniać już zaszłe
zdarzenia z przeszłości. W punkcie #D6.1
totaliztycznej strony
timevehicle_pl.htm
opisałem jak w 1995 roku modliłem się w Warszawie
we wspaniałym barokowym kościele NMP. Potem zaś
ów kościół został przeniesiony do Świętej Lipki, tak że
w 2004 roku już go NIE było w Warszawie. Przeniesienie
owego kościoła w inne miejsce nastąpiło ponieważ
ktoś przemieścił się w czasie do tyłu i spowodował
iż budowniczy kościoła w przeszłości zmienił swoją
"wolną wolę" i zbudował ten sam kościół w zupełnie
innym miejscu. W nowym więc przebiegu czasu
kościół ten ciągle istniał, tyle że był już zbudowany
w Św. Lipce, a nie w Warszawie. Mi zaś
Bóg
nadał przywilej zaobserwowania tej zmiany. Innymi
słowy, trwałe zaprogramowanie przeszłości i przyszłości
w formie przenośnych "obiketów" w tzw. "przestrzeni
czasowej" pozwala, że ludzie mają wolną wolę w tym
co czynią, mogą też podróżować przez czas i zmieniać
przeszłość, jednak na przekór tego zarówno przyszłość
jak i przeszłość ciągle są zaprogramowane na stałe i
wyklarowane już od samego początka czasów.
(5) Złe przeżycia i nieszczęścia są wprogramowywane
z nasz "program życia i losu" w taki sam sposób jak
wszystko co dobre nas spotyka. Innymi słowy, ta sama
nadrzędna istota (Bóg)
która zaprogramowała w naszym "programie życia i losu"
wszystko co dobre nas w zyciu spotyka, zaprogramowała
również w owym programie wszystko co złego nas dotyka.
Tyle tylko, że dla istotnych powodów ów nadrzędny "programista"
tak symuluje nasz "program nadchodzących nieszczęść"
aby nieszczęścia te sprawiały wrażenie iż są na nas
sprowadzane przez innych ludzi lub przez jakieś
"szatańskie istoty".
Część #K:
"Symulacje zła" jako jedna ze składowych życia zdefiniowanego "programem życia i losu":
#K1.
Dlaczego konieczne są "symulacje zła":
Gdyby w naszym życiu NIE istniało "zło", wówczas
NIE wiedzielibyśmy co to takiego "dobro". Wszakże
"dobro" może być tylko wówczas docenione,
jeśli wie się co to takiego "zło". To z tego powodu
aby nas właściwie wychować - tak jak opisane to
jest na stronie
soul_proof_pl.htm - o naukowych dowodach na istnienie duszy,
Bóg zmuszony jest nas traktować NIE tylko "dobrem",
ale również i "złem". Niestety, typowo kiedy Bóg
serwuje nam wymaganą dozę "zła", nasz ból jest
zbyt wielki abyśmy byli w stanie docenić wartość
tego co otrzymujemy. Z tego powodu Bóg tak
nam serwuje "zło", aby ono wyglądało jakby
wywodziło się z odmiennych źródeł niż wywochodzi
się "dobro". Wyrażając to w naukowej terminologii,
Bóg "symuluje" iż zło pochodzi ze źródła innego od dobra.
#K2.
Jak "symulacje zła" są manifestowane:
Aby "symulowanie" źródła z którego wywodzi
się zło było dla ludzi przekonywujące, Bóg
zmuszony jest dokonywać owej symulacji
zgodnie z określonym "scenariuszem". Przez
długi okres czasu, scenariuszem tym było
symulowanie istnienia tzw. "piekła" i "diabłów".
Jednak ostatnio ów dawny scenariusz stał się
nieco przestarzały i ludzie przestali w niego
wierzyć. Dlatego od jakiegoś już czasu Bóg wdraża
odmienny scenariusz w swoich "symulacjach" zła.
Tym odmiennym scenariuszem obecnie jest istnienie
"niewidzialnej okupacji Ziemi przez szatańskich
UFOnautów". Więcej informacji na temat tego
nowego scenariusza symulacji "zła" zawartych
jest na stronie
evil_pl.htm,
a także w punktach #D1 i #D2 ze strony
ufo_pl.htm.
Ponieważ ja jestem świadomy, że softwarowe
"symulowanie niewidzialnej okupacji Ziemi przez
szatańskich UFOnautów" dokonywane jest ogromnie
realiztycznie oraz dla bardzo ważnych powodów,
w swoich działaniach zawsze teraz tak postępuję
jakby owa "symulacja" faktycznie była rzeczywistością.
#K3.
Marzenie mojego dzieciństwa, tj. "profesura":
Od długiego już czasu nie mogę się powstrzymać
przed odnotowaniem analogii moich osobistych
losów, do losów wsi Wszewilki. Tak bowiem
się składa, że podobnie jak wieś Wszewilki
jest od kilku już wieków zawzięcie prześladowana
przez jakieś wysoce złośliwe
szatańskie moce,
również i moje osobiste życie wygląda jakby
te same moce bez przerwy starały się spychać
mnie w dół. Podobnie też jak wieś Wszewilki
zawsze jakoś zdoła się otrząsnąć z sytuacji
w jaką owe mroczne moce ją zepchnęły, także
i ja po przejściowych kłopotach zawsze podnoszę
się ponownie na nogi i odzyskuję pozycję której
zostałem pozbawiony. To właśnie owe powtarzalne
jakby przełamania się przez przeszkody tychże
mrocznych mocy spowodowały, że postanowiłem
napisać tą stronę i włączyć do niej niniejszy
punkt. Wszakże wymowa tego punktu jest
absolutnie jednoznaczna. Z jednej strony
potwierdza ona informację którą Bóg przekazuje
nam za pośrednictwem autoryzowanej przez siebie Biblii,
mianowicie z całego serca Bogu zaufaj -
patrz Księga Przysłów, 3:5. Z drugiej
zaś strony, niniejszy punkt jeszcze raz
potwierdza, że wszelkie realistyczne
i moralne marzenia podjęte we Wszewilkach
zawsze w końcu się wypełniają.
Kiedy ciągle jako mały chłopiec biegałem w
krótkich spodenkach do najróżniejszych szkół
z okolic Wszewilek, z jakichś powodów ogromnie
mnie fascynował tytuł "Profesor" którym wówczas
nazywaliśmy swoich nauczycieli. Wiedziałem
już wówczas, że owo tytułowanie w szkołach
jest czysto grzecznościowe, oraz że faktyczni
Profesorowie istnieją tylko gdzieś tam w
dalekim świecie na prawdziwych uniwersytetach.
Marzyłem więc, że pewnego dnia ja sam
stanę się takim prawdziwym profesorem
na jednym z ważniejszych uniwersytetów
dalekiego świata. Oczywiście, kiedy podjąłem
bezkompromisową walkę z szatanskimi
okupantami
skrycie pastwiącymi się nad naszą planetą,
logika mi podpowiadała że niweczę w ten
sposób wszelkie swoje szanse na faktyczne
wypełnienie się tego marzenia. Jednak ku
mojemu niewypowiedzianemu zaskoczeniu
Bóg spowodował wypełnienie się i
tego marzenia. W ten sposób Bóg
jednocześnie zademonstrował mi
w najbardziej namacalny sposób jaki tylko
jest możliwy spełnienie swojej obietnicy
zawartej w Biblii nakazującej "z całego serca
Bogu zaufaj". Zostałem bowiem zaproszony
przez jeden z wiodących uniwersytetów na
stanowisko pełnego profesora. Tytuł (pełnego)
profesora jest najwyższym tytułem w świecie
akademickim i nie ma już nic wyższego od niego.
Zaproszenie to opiewało na okres 10 miesięcy,
zaczynając 1 marca 2007 roku, a kończąc 31
grudnia 2007 roku. Przez owe 10 miesięcy
2007 roku wypełniły się więc moje dziecięce
marzenia z Wszewilek, aby zostać "prawdziwym
profesorem" na jakimś ważnym uniwersytecie
z dalekiego świata.
Oczywiście, w moim osobistym przypadku
wypełnienie się tego marzenia faktycznie
graniczyło niemal z cudem. Wszakże za
sprawą owych szatańskich
okupantów
skrycie pastwiących się nad naszą planetą,
przykładowo w kraju który los mi wyznaczył
na moją drugą ojczyznę, bez przerwy albo
jestem na bezrobociu, albo też wprawdzie
pozwala mi się pracować, jednak wyłącznie
na najniższych posadach jakie ciągle są tam
dopuszczalne dla osoby z moją ekspertyzą
oraz doświadczeniem zawodowym. Owe
mroczne moce bez przerwy też starają się
mnie trzymać w miejscach pracy jakie leżą
znacznie poniżej moich faktycznych
możliwości, oraz które uniemożliwiają mi
realizację moich wynalazków.
Trudno być w gorszej sytuacji od tej w jakiej
ja byłem po straceniu pracy w dniu 23
września 2005 roku. Zbliżałem się wówczas
do wieku 60 lat, czyli byłem bliskim do
emerytury. W takim zaś wieku nikt chętnie
nie zatrudnia już danego pracownika. Ponadto,
kraj w jakim mieszkałem był też wówczas
w środku poważnej depresji ekonomicznej
(na przekór że miejscowa propaganda wmawiała
ludziom coś zupełnie odwrotnego). Praktycznie
nie było więc miejsc pracy. Na dodatek,
padłem też ofiarą wysoce reprezentatywnego
"tricku" dzisiejszych polityków, którzy własną
nieudolność i ekonomiczne rujnowanie kraju
propagandowo zamieniają w rzekomy sukces.
Aby zaś owa ich "propaganda sukcesu"
wyglądała na prawdę, wymyślili oni sobie
sposób na propagandowe zmniejszenie
bezrobocia. Mianowicie, opracowali oni
"biurokratyczną definicję bezrobotnego".
Zgodnie z tą biurokratyczną definicją,
bezrobotny to osoba
która pobiera zasiłek dla bezrobotnych.
(Warto tutaj podkreślić rozbieżność owej
biurokratycznej definicji z faktami z prawdziwego
życia. Wszakże w
prawdziwym życiu bezrobotny to każda osoba
chcąca pracować, której jednak społeczeństwo
albo władze odmawiają dostępu do miejsca pracy
i prawa do wypracowania dla siebie godziwego
źródła utrzymania.) Dzięki zaś owej
biurokratycznej definicji bezrobotnego, rządzący politycy
danego kraju są w stanie chwalić się społeczeństwu
że zredukowali oni bezrobocie do bardzo niskiego
poziomu. Wszakże jeśli przykładowo faktycznie aż ponad 20%
ludności pozostaje bez pracy, jednak odpowiednimi
zabiegami biurokratycznymi daje się spowodować
że z tej liczby tylko około 3% ludzi w najbardziej
beznadziejnych sytuacjach uzyskuje pozwolenie
władz na pobieranie owego zasiłku dla bezrobotnych,
wówczas tylko poprzez zmyślne używanie takiej
"biurokratycznej definicji bezrobotnego" - zamiast
definicji z prawdziwego życia, rządzący politycy
danego kraju bez żadnego faktycznego działania
są w stanie się pochwalić "zmniejszeniem"
bezrobocia do tylko około 3%. Oczywiście,
cenę za owo rzekome "zmniejszenie"
musi ktoś zapłacić - tak się też stało że ja
byłem jednym z owych płacących. Wszakże,
aby tylko około 3% społeczeństwa miało
prawo pobierać zasiłek dla bezrobotnych,
politycy musieli nawymyślać tyle przeszkód
legalnych dla ludzi chcących pobierać
ów zasiłek, ile tylko się dało. W rezultacie,
faktyczną szansę otrzymywania zasiłku
mają głównie tylko ci bezrobotni, którzy
faktycznie niemal mieszkają pod mostem,
którzy uprzednio przepili i wydali na narkotyki
wszelkie swoje oszczędności, którzy nie mają
nikogo kto by ich mógł wspomagać, a jeśli
się da, to którzy dodatkowo uzyskają poparcie
jakiejś instytucji, np. psychiatrycznej lub więziennej.
Na szczęście dla mnie, ów mroczny okres
bezrobocia w okresie życiowej jesieni i to
bez pobierania zasiłku dla bezrobotnych,
został czasowo przerwany owym zaproszeniem
na pełną profesurę. Marzenia o lepszej
przyszłości jakie kiedyś kultywowałem, a
także moje wysiłki realizowania tych marzeń
spowodowały, że od dnia 1 marca 2007 roku
aż do 31 grudnia 2007 roku, miałem nie tylko
kolejną pracę, ale w koncu zostałem pełnym
profesorem na renomowanym uniwersytecie.
Aby ją więc uczcić, postanowiłem napisać
niniejszą stronę internetową. Wszakże dla
mnie praca ta była spełnieniem się dawnych
marzeń. Nie miało też już znaczenia, że owo
zaproszenie było tylko na okres 10 miesięcy,
ani że było ono w specjalizacji naukowej
przy której nadal NIE mogłem realizować
swoich wynalazków. Ważne było że owa moja
praca była pełną profesurą uniwersytecką,
o jakiej marzyłem już od najmłodszych lat.
Wszakże z zostaniem profesorem jest jak
z zostaniem generałem, mianowicie
raz profesor,
zawsze już profesor. A
przecież ta strona jest właśnie o naszych
marzeniach, oraz o ich wypełnianiu się.
#K4.
Realizacja naszych marzeń jest blokowana przez odwiecznych wrogów ludzkości,
jednak na wrogów tych nie warto marnować nawet ogarka:
Motto:
"Z całego serca Bogu zaufaj." (Biblia, Księga Przysłów, 3:5)
Jak to wyjaśnia strona
evil_pl.htm,
sytuacja ludzkości jest celowo tak nam symulowana,
jakby nasza planeta od zarania dziejów była
skrycie okupowana i wyniszczana
przez szatańskie istoty, które kiedyś ludzie
nazywali "diabłami", obecnie zaś nazywają
"UFOnautami".
Z uwagi na istotność powodów dla których
owa symulacja skrytej okupacji Ziemi ma
miejsce, jedną z korzystniejszych na nią
reakcji jest tak ją potraktować jakby była
ona okupacją rzeczywistą (chociaż jednocześnie
zdawać sobie sprawę że jest to symulowana
okupacja). Tak też ją traktuje niniejsza strona.
Powód dla którego nasi skryci okupańci są aż
tak szatańscy i złośliwi, został wyjaśniony dokładniej
w punkcie #C9 odrębnej strony internetowej o
wehikułach czasu,
a także w punkcie #A2 strony internetowej o
bandytach wśród nas.
Faktycznie wszyscy się też boją owych istot.
Wszakże są one jak wściekłe psy - gryząc i
dokuczając każdemu kto tylko znajdzie się
w zasięgu ich zębów i szponiastych pazurów.
Nawet tzw. "ateiści" oraz ortodoksyjni naukowcy,
którzy nie wierzą w istnienie czegokolwiek
głębszego niż
naturalna ewolucja
czy obecne działanie
klimatycznego "El Nino",
też zostali zmuszeni aby uwzględniać
złośliwości tych szatańskich istot w swoim
postępowaniu. Chętnie więc skorzystali z
podsuwanej im właśnie przez owe istoty
naukowo brzmiącej bajeczki o istnieniu
tzw. "Praw Murphy'ego" - po szczegóły
tych praw patrz punkt #H1 strony o
dowodach działalnoćci UFO na Ziemi.
Owymi więc rzekomymi
"Prawami Murphy'ego" tłumaczą oni teraz
wszelkie złośliwości wyrządzane ludziom
przez te szatańskie istoty. Dawniej ludzie
również starali się jakoś zabezpieczać
przed złośliwością owych sekretnych
okupantów i eksploatatorów Ziemi.
Wymyślili więc zasadę, że kiedy
"dobremu Panu Bogu dawali świeczkę
w ofierze, tak na wszelki wypadek owym
złośliwym diabłom dawali ogarek".
Od czasu kiedy ja za pośrednictwem filozofii
totalizmu rozpocząłem bezkompromisowo
demaskować skrytą obecność na Ziemi
owych brutalnych okupantów naszej planety,
na mojej osobie skupiła się cała ich furia.
Faktycznie jestem przez nich maltretowany
niemal bez przerwy. Jak to wyjaśniłem na
licznych stronach i blogach totalizmu, np. o
bandytach w naszym gronie
czy o
zniszczeniowych możliwościach wehikułów UFO,
a także na blogu
totalizmu,
nie ma takiego sposobu sprawienia mi
jakiejś przykrości, którego owe bandyckie
istoty by na mnie nie wypróbowały. I tak
rujnują mi zdrowie podczas nocnych
uprowadzeń do UFO, prześladują moją rodzinę
i moich bliskich, opluwają moją osobę
i mój totalizm na setkach list dyskusyjnych
i stron internetowych, powodują nieustanne
usuwanie mnie z pracy, mącą w każdym
przypadku kiedy staram się złożyć podanie
o jakąś godziwe miejsce zatrudnienia, a nawet
zamordowali mi jakimś futro palącym
promieniowaniem mojego niczego niewinnego im kota
Teecee.
Nic więc dziwnego, że po spowodowaniu
iż zostałem zredukowany z ostatnio
zajmowanego stanowiska na uczelni, byłem
pełen obaw, że również i w sprawie mojego
zaproszenia na opisaną w punkcie #A4
powyżej pełną profesurę uniwersytecką,
owe szatańskie istoty coś wymyślą aby
przeszkodzić mi w objęciu tej zaszczytnej
posady. Wszakże na krótko przed tym
istoty te zademnstrowały mi jak potrafiły
cofnąc czas do tyłu oraz w nowym upływie
czasu skasować ogłoszenie o pracę na
AUT, na jakie starałem się złożyć podanie
(dokładna historia kasacji tamtego ogłoszenia
wyjaśniona jest w punkcie #C6 (przypadek 2)
strony internetowej o
wehikułach czasu).
Bóg zaś nas
stworzył
w taki sposób, że tendencję do wątpienia
mamy wpisaną w naszą naturę.
Na przekór więc, że wiedziałem
o nakazie z Biblii opisywanym w poprzednim
punkcie #A4, tj. "z całego serca Bogu zaufaj."
(Biblia, Księga Przysłów, 3:5), przygotowując
się do objęcia mojej profesury cały czas się
bałem, że owe szatańskie istoty jakoś zdołają
mi przeszkodzić w objęciu tej wysoce honorowej
i zaszczytnej pozycji.
Faktycznie też owe
szatańskie istoty
użyły wszelkich mocy będących w ich dyspozycji,
aby uniemożliwić mi objęcie tej profesury.
Wszakże wiedziały, że kiedy się okaże iż
dostąpiłem aż takiego zaszczytu, ludzie
przestaną zważać na owe bzdury które
wypisują oni na mój temat w internecie.
Dlatego kiedy tylko stało się jasne że zostanę
zaproszony do objęcia owej profesury, istoty
te aż dwukrotnie uwolniły wirus "ptasiej grypy" -
który mógł stać się zaczątkiem światowej
epidemii. (Taka zaś światowa epidemia
popsułaby wszystko, włączając w to i moją
profesurę.) Najpierw w końcu stycznia 2007
roku, wirus ptasiej grypy został przez nie uwolniony
w Japonii. Kiedy zaś tam sytuacja została
opanowana i nie zdołał się on przerodzić
w światową epidemię, na początku lutego
2007 roku te same istoty dokonały zmasowanego
uwolnienia owego wirusa ptasiej grypy
na ogromnej
farmie indyków w Anglii.
W międzyczasie istoty te blokowały też moje
adresy amailowe aby utrudnić komunikowanie
się pomiędzy mną oraz moimi przyszłymi
pracodawcami. Przykładowo, kiedy wysłany
mi został emailem najważniejszy dokument
w sprawie tejże profesury, tj. zaproszenie
do objęcia profesury - które wymagało
mojego potwierdzenia, te szatańskie
istoty spowodowały upadek całego
światowego systemu internetowego.
W rezultacie dokument ten do mnie
NIE dotarł. Gdyby nie przypadkowy
email od przyszłych pracodawców,
o otrzymaniu zaproszenia nigdy bym
się nie dowiedział, zaś moje milczenie
zapewne by uznane zostało za odmowę.
Owo nikczemne podłożenie mi świni zostało
potem dokładnie mi wyjaśnione interwencją
samego Boga. W nowozelandzkiej gazecie
The New Zealand Herald
(wydanie datowane w piątek (Friday),
February 9, 2007), którą systematycznie
czytam, na stronie A7 ukazał się bowiem
artykuł "Attack of the zombie computers
fails: a bid to bring down the worldwide
web used a network of hijacked PCs" -
tj. "Atak martwych komputerów zawiódł:
ci co próbowali spowodować upadek światowej
sieci internetowej użyli układu przejętych
komputerów". W artykule tym wyjaśniono,
że w czasie kiedy do mnie wysłany
został ów ogromnie ważny email,
cały światowy internet przestał działać,
ponieważ ktoś niezidentyfikowany
przejął kontrolę nad kilkoma komputerami
jakichś gospodyń domowych i babci,
oraz za pomocą owych komputerów
zniszczył serwery węzłowe które sterują
adresami internetowymi. Jakby wszystkiego
powyższego było za mało, w środę dnia
21 lutego 2007 roku - czyli na tydzień
przed objęciem nowej posady profesora,
około godziny 3 nad ranem, zostałem
uprowadzony do UFO gdzie zadano
mi końską dawkę wirusa podobnego
do grypy. Przez kilka dni leżałem powalony
gorączką i niemal nieżywy. Ponownie
jednak interwencją Boga moje ciało
zdołało się z tego wykaraskać na czas
pierwszego dnia w pracy. Oczywiście,
o podkładaniu mi nieco mniejszych świń
przez te szatańskie istoty tuż przed
podjęciem profesury nie będą już tutaj
nawet się rozpisywał (w rodzaju ponownego
rozpołowienia moich paznokci podczas
uprowadzenia do UFO - tak aby
każde uderzenia klawiszy komputera
było dla mnie bolesne, ponownego
wysunięcie mi dysku w kręgosłupie -
tak abym nie mógł chodzić w nowym
miejscu pracy, ponownego odbicia mi
ciała od kości na stopie - tak aby
każdy krok był dla mnie bolesny, czy
wydłubania nocą mojej plomby z zęba -
tak abym zamiast pracować musiał
umawiać się z dentystami, itp.).
Nie wolno mi jednak pominąć opisu
najpoważniejszego incydentu jakiego
mściwi UFOnauci dopuścili się na mnie
podczas uprowadzenia do wehikułu UFO około
4 nad ranem, czwartkowej nocy w dniu
15 marca 2007 roku. UFOnauci postrzelili
mnie wówczas w brzuch jakimś swoim
rodzajem broni produkującej wiązkę
o extremalnie silnej energii. W wyniku
tego postrzelenia ciało na moim brzuchu
się po prostu rozpadło. Incydent ten
opisałem dokładniej w punkcie #D3 (3)
ze strony internetowej o
karmie.
Kiedy jednak w końcu podjąłem przyznaną mi
pozycję profesorską - na przekór że UFOnauci
dosłownie szaleli aby mi to uniemożliwić, było to
dla mnie rodzajem szokowej ilustracji dla prawdy
stwierdzenia Biblii "z całego serca Bogu zaufaj."
(Biblia, Księga Przysłów, 3:5). Zrozumiałem
wówczas, że faktycznie owe "diabły", czy
"UFOnauci" - jak ich obecnie nazywamy,
stanowią dla Boga rodzaj "rozwścieczonych
psów" które Bóg trzyma na krótkiej uwięzi
i absolutnie kontroluje. Chociaż więc owe
psy szczekają jak szalone i kłapią zębami
na każdego, są one w stanie pogryźć lub
poturbować tylko tych ludzi których Bóg
pozwoli im za coś ukarać. Kiedy zaś Bóg
uważa że ktoś nie zasługuje na ich gryzienie,
wówczas trzyma te psy na bardzo krótkiej
uwięzi i nie daje im danej osoby ruszyć.
To zaś praktycznie oznacza, że nawet jeśli
logika podpowiada nam inaczej, faktycznie
powinniśmy wierzyć w słowa Biblii "z całego
serca Bogu zaufaj." Nie warto też marnować
nawet "ogarka" na ofiary dla owych diabelskich
istot. Wszakże wszystko co one chcą uczynić
musi najpierw zostać zaaprobowane przez
Boga. Bóg ma bowiem absolutną nad nimi
kontrolę - na przekór że one same w Boga
wcale nie wierzą.
Opis historii podjęcia omawianej w tym punkcie
mojej pełnej profesury włączyłem tutaj aż dla kilku
ważnych powodów. Jednym z nich jest aby dodać
otuchy tym ludziom, którzy mają marzenia, jednak
przeciwko którym jakby cały świat się sprzysiągł.
Jeśli bowiem będą działali moralnie, ich marzenia
z całą pewnością Bóg w końcu spełni. Złych mocy
nie ma się co przy tym obawiać - pozostają one
wszakże całkowicie na łasce Boga oraz pod pełną
Boską kontrolą. A to że wszystko w życiu przychodzi
nam z trudnością - to tak już ma być. Wszakże Bóg
chce nas wychować na twardych ludzi zahartowanych
w walce o to co właściwe. Zgodnie z wolą Boga
my mamy obowiązek dokładnie wiedzieć czego
chcemy i mamy konsekwentnie obstawać przy
swoim. Znaczy mamy być moralni z przekonania
i zawsze, a nie tylko przez przypadek i tylko przy
dobrej pogodzie. Innym powodem jest, aby
ujawnić tutaj jak bezpodstawne są oczernienia
które najróżniejsze "wilki w owczych skórach"
wypisują w internecie na temat mnie oraz mojego
totalizmu moralnego.
Wszakże ludziom którzy faktycznie są tacy
jak owe oczernienia stwierdzają, nie przyznaje
się pełnych profesur na renomowanych
uniwersytetach. Aby bowiem zostać pełnym
profesorem trzeba być zatwierdzonym na tą
pozycję przez rząd danego kraju, oraz trzeba
przejść przez wymagane sprawdzenia jego
służb specjalnych. Kolejnym powodem opisania
niniejszej historii jest aby uczulić czytelników
na fakt, że faktycznie na Ziemi działają skrycie
owe "wilki w owczej skórze" szatańsko atakujące
moja osobę i filozofię
totalizmu.
Chodziło bowiem o to, że nauczony przykrym
doświadczeniem przeszłości, aż do stycznia
2008 roku nie zamierzałem ujawniać nikomu
nazwy uniwersytetu na jakim zostałem pełnym
profesorem. Jednak owe szatańskie istoty
które mnie prześladują, porozgłaszały ową
nazwę w internecie już w kilka miesięcy po
moim objęciu tamtej zaszczytnej posady.
A nazwy tej nie podałem nawet swojej rodzinie
mieszkającej w Polsce. W przeszłości bowiem,
kiedy miejsce mojej pracy było wszystkim
wiadome, owe
szatańskie istoty
udawały że są "dobrymi obywatelami" którzy
starają się ostrzegać moich pracodawców
przed "niewłaściwymi poglądami" jakie
wyznaję. Stąd w przeszłości owe istoty
zasypywały moich pracodawców potokiem
zarzutów i oczerniających emailów na mój
temat. Oczywiście po objęciu owej profesury,
istoty te starały się rozpętać podobne ataki.
Jednak tym razem nawet z pisaniem takich
emailowych paszkwili do moich pracodawców
istoty te miały poważne trudności techniczne.
Część #L:
Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:
#L1.
Podsumowanie tej strony:
Za górami, za lasami, istnieje sobie niezwykła
wioska
Wszewilki.
Przez kilka ostatnich stuleci, wioska ta była
obiektem skrytych ataków oraz wyniszczania
którym w nieco mniej widoczny sposób poddawana
jest również cała reszta cywlizacji. Stąd losy
owej wioski w symboliczny sposób są reprezentatywne
dla losów całej naszej cywilizacji. Obserwujmy
uważnie te losy, aby tym łatwiej zrozumieć co
z nami samymi się właśnie dzieje. Wszakże
wiedza o tym co obecnie uczynią mieszkańcy
owej wioski, a także możliwość odnotowania
czy wioska owa zdoła się sama wydźwignąć z
dotyczas dotykającego ją umęczania, da nam
jakiś obraz tego jakie są szanse dla pozostalych
ludzi na Ziemi.
#L2.
Obserwujmy losy Wszewilek i utrwalajmy na fotografiach kronikę transformacji tej niezwykłej wioski:
To co dzieje się we Wszewilkach, jest
symboliczną reprezentacją tego co dzieje
się również na sporym obszarze otaczajacym
Wszewilki. Dlatego obserwując i fotograficznie
utrwalając kronikę zmian we Wszewilkach,
mamy jednocześnie ilustratywny obraz tego
co dzieje się na reszcie naszej planety.
#L3.
Warto też odwiedzić inne pokrewne strony totalizmu o podobnej tematyce:
Istnieje cały szereg odmiennych stron
internetowych, które - podobnie jak niniejsza,
wdrażają w rzeczywistym życiu najróżniejsze
szczegółowe sprawy, wynikające z zaleceń
filozofii totalizmu, oraz z teorii naukowej zwanej
Konceptem Dipolarnej Grawitacji
z której filozofia totalizmu się wywodzi.
Wszystkie owe pokrewne strony można wywoływać
za pośrednictwem
Menu 2 i
Menu 4
z lewego marginesu tej strony internetowej.
Niniejszym chciałbym więc zaprosić tych z czytelników,
których zainteresowały informacje zaprezentowane na
niniejszej stronie, aby przeglądnęli również owe pokrewne
do niej strony. Na wszelki zaś wypadek poniżej przytaczam
skrótowe podsumowanie ich treści.
Strona o filozofii
totalizmu
jest prawdopodobnie najważniejszą z owych stron.
Wszakże filozofia totalizmu jest jednym z najważniejszych
przewodników wskazujących nam jak powinniśmy
postępować w swoim codziennym życiu. Wskazuje ona
nam sprawdzające się w praktyce receptury na szczęśliwe,
spełnione, oraz produktywne życie. W chwili obecnej jest
ona również najmoralniejszą filozofią na Ziemi.
Podobnie istotną stroną jest ta omawiająca przeciwstawną
do totalizmu filozofię
pasożytnictwa.
Wszakże każdy człowiek musi praktykować jedną z owych
dwóch filozofii - znaczy albo totalizm albo też pasożytnictwo.
Wszyscy więc ci ludzie którzy NIE praktykują jakiejś formy
totalizmu, z całą pewnością praktykują wówczas pasożytnictwo.
Warto więc dowiedzieć się nieco więcej na ich temat.
Kolejna strona o nazwie
prawa moralne
opisuje działanie praw moralnych na których filozofia totalizmu
bazuje, zaś istnienie których wskazane zostało właśnie przez
Koncept Dipolarnej Grawitacji.
Następna strona o nazwie
karma
opisuje czym jest karma, jak ona działa, oraz jakie są różnice
pomiędzy karmą opisywaną przez Koncept Dipolarnej Grawitacji,
a karmą znaną ludziom z hinduizmu oraz z najróżniejszych
filozofii dalekiego Wschodu.
Strona o nazwie
nirwana
opisuje następne ze zjawisk odkrytych i wyjaśnionych dopiero dzięki
sformułowaniu Konceptu Dipolarnej Grawitacji. Zjawisko to polega
na przeżywaniu uczucia ogromnej szczęśliwości, w chwili kiedy
względny poziom czyjejś energii moralnej przekracza określoną
wartośc progową, tak że energia ta zaczyna się przelewać przez
czakramy danej osoby.
Istnieje też strona o świeckim zrozumieniu Boga formowanym w
nas właśnie przez Koncept Dipolarnej Grawitacji. Strona ta wywołana
może zostać z menu pod nazwą
Bóg.
Strona
telekineza
wyjaśnia dokładniej mechanizm działania telekinezy, oraz praktyczne
zastosowania tego niezwykłego zjawiska - np. do budowy przyszłościowych
urządzeń napędowych.
Strona o
urządzeniach darmowej energii
pozwala nam dokładniej poznać budowę i zasadę działania tych z owych
urządzeń generujących darmową energię, które zostały już zbudowane
i zadziałały.
Strona
telepatia
wyjaśnia dokładniej czym właściwie jest telepatia i jak możemy ją
wykorzystywać na sposób techniczny.
Jeszcze inna strona o chińskim
sejsmografie
działającym na zasadzie telepatii (energii "chi") wyjaśnia że od niemal 2000 lat
znane jest ludziom urządzenie techniczne, które ostrzega o zbliżającym się trzęsieniu
ziemi na długo zanim owo trzęsienie ziemi zdoła do nas dotrzeć. Urządzenie
to pozwala na zdalne wykrywanie trzęsień ziemi, fal tsunami, a także tornad.
Strona
owoce tropiku
opisuje co bardziej ciekawe z tropikalnych owoców strefy Pacyfiku,
oraz wyjaśnia filozofię jedzenia tych owoców bazującą na chińskiej
idei "yin" i "yang".
Strona
uzdrawianie
opisuje naturalne metody folklorystycznego leczenia grypy i innych
typowych chrób.
Strona
lepsza ludzkość
wskazuje nam co w naszym społeczeństwie stonowi ukryte źródło zła, oraz
jak zło to możemy stopniowo naprawiać i eliminować tak aby przestało ono
istnieć w naszym społeczeństwie.
Z kolei strona
partia totalizmu
naszkicowuje najważniesze szczegóły nowego rodzaju partii politycznej
bazującej właśnie na najmoralniejszej filozofii naszej planety, zwanej
filozofią
totalizmu.
Zadaniem tej partii ma być wdrażanie w życie stwierdzeń owej wysoce
moralnej filozofii.
Strona
napędy
wyjaśnia nowe rodzaje systemów napędowych, które wynikają m.in. ze stwierdzeń
Konceptu Dipolarnej Grawitacji.
Strona
magnokraft
opisuje nowy rodzaj dyskoidalnego statku kosmicznego, który napędzany
będzie pulsującym polem magnetycznym. Statek ten jest w stanie latać
bezgłośnie z szybkościami zbliżonymi do szybkości światła, może stawać
się zupełnie niewidzialny dla ludzkich oczu, a ponadto jest w stanie
odparowywać podziemne tunele. Strona ta wyjaśnia budowę,
działanie, a także cechy owego niezwykłego statku kosmicznego.
Strona
komora oscylacyjna
opisuje działanie i własności najważniejszego urządzenia napędowego
dla magnokraftu. Urządzenie to w naszych statkach kosmicznych
przyszłości będzie tym czym silnik jest w dzisiejszych samochodach -
znaczy będzie ono wytwarzało ruch tych statków. Niezwykłą cechę
owej komory oscylacyjnej stanowi fakt, że jest ona w stanie zakumulować
w sobie ogromną ilość energii. Dlatego jeśli zostanie szybko zbudowana,
rozwiąże ona większość dzisiejszych problemów zaopatrzenia ludzkości w energię.
Kolejna strona o nazwie
huragany
wyjaśnia jak Koncept Dipolarnej Grawitacji opisuje mechanizm formowania
wiatrów, huraganów, tajfunów, tornad, pogody i klimatu, oraz wyjaśnia w jaki
sposób mechanizm ten umożliwia nam przyszłe sterowanie pogodą i zmianami
klimatu na Ziemi. Przykładowo, praktyczne użycie tego mechanizmu pozwoliłoby
zamienić Saharę a także cały Półwysep Arabski w jeden ogromny soczysty ogród.
#L4.
Ta strona będzie powtarzalnie usprawniana - proponuję więc do niej ponownie powrócić za jakiś czas:
Z definicji bowiem niniejsza strona będzie
podlegała dalszemu udoskonalaniu i
poszerzeniom, w miarę jak dodatkowe
zapytania czytelników, nowy rozwój wypadków
na Ziemi, lub/oraz wyniki dalszych badań
totalizmu, rzucą nowe światło na jakąś
sprawę związaną z przyszłością Wszewilek,
lub będą wymagały pilnego zaadresowania.
Dlatego za jakiś czas warto stronę tą odwiedzić
ponownie. Wszakże być może będzie ona
wówczas już poszerzona i udoskonalona.
Warto także okresowo sprawdzać "blogi totalizmu"
z jakich niektóre działają już od kwietnia 2005 roku,
np. pod adresami:
totalizm.wordpress.com,
totalizm.myblog.net,
totalizm.blox.pl/html,
getablog.net/totalizm,
oraz
newfreehost.com/god.
(Odnotuj że wszystkie te blogi są lustrzanymi
kopiami o takiej samej treści wpisów.)
Wszakże na "blogu totalizmu" wiele ze spraw
omawianych na tej stronie naświetlane jest
na bieżąco dodatkowymi komentarzami i
informacjami spisywanymi w miarę jak nowe
zdarzenia stopniowo rozwijają się przed
naszymi oczami.
Odnotuj, że czytelnicy mogą sobie również
załadować do własnego komputera replikę
niniejszej strony, tak jak to zostało wyjaśnione
na stronach
FAQ - częste pytania lub
replikuj
dostępnych przez "Menu 1" i "Menu 2". (Aby sobie załadować tą replikę, wystarczy
w "Menu 1" kliknąć na pozycję
źródłowa replika tej strony.
Odnotuj jednak, że jeśli po takim kliknięciu replika się nie załaduje, to zapewne oznacza iż
na danym serwerze/witrynie replika ta NIE mogła zostać udostępniona zainteresowanym
z powodu ograniczeń pamięci. W takim wypadku należy zmienić serwer używając adresów
podanych w
"Menu 4"
lub "Menu 3", a następnie spróbować replikę tą załadować sobie z następnego serwera.)
Aktualne adresy emailowe autora tej strony, (tj. Dra inż. Jana Pająka, zaś przez okres 2007 roku -
prof. dra inż. Jana Pająka),
pod jakie można wysyłać ewentualne
uwagi lub zapytania, podane są na stronie:
faq (najczęstrze zapytania).
Tam również dostępne są adres pocztowy
i numery telefonu autora.
* * *
If you prefer to read in English
click on the flag
(Jeśli preferujesz język angielski
kliknij na poniższą flagę)
Data założenia tej strony internetowej: 1 marca 2007 roku.
Data jej najnowszego aktualizowania: 9 czerwca 2009 roku.
(Sprawdź pod adresami z "Menu 3" czy już istnieje nawet nowsza aktualizacja!)